Jak wpływa na nas mentalność narodowa i pokoleniowa — Mateusz Grzesiak na Ukrainie

Grzesiak 5622

Czy mentalność narodowa ma wpływ na to, jak szybko człowiek może osiągnąć swój cel?

Mentalność narodowa rzeczywiście wpływa na nasz sposób myślenia i działania. Porównajmy na przykład mieszkańca Ameryki Łacińskiej, który w sposób pośredni komunikuje, co ma na myśli, i Ukraińca, który wprost wyraża swoje zdanie. Przedstawiciel kultury latynoamerykańskiej stwierdzi: „Wy, Ukraińcy, jesteście zbyt bezpośredni i bezceremonialni”. Ukrainiec odpowie: „A wy cały czas coś kombinujecie, nie mówicie wprost tego, co myślicie”.

Stając po stronie jednego z nich, na pewno przegramy. Jeżeli jednak uświadomimy sobie, że bycie Ukraińcem, Meksykaninem czy Polakiem jest koncepcją poznawczą, to nauczymy się dystansować się od tej czy innej kultury. Jak tylko uświadomimy sobie, że jesteśmy czymś więcej niż częścią kultury, posiądziemy wolność wyboru. I wtedy staniemy się obywatelem świata.

Proszę podać jakiś przykład.

Wielu Ukraińców żyje pod szyldem „homo sovieticus”. Nie pozwalają sobie zarabiać zbyt dużo, ponieważ bogactwo utożsamiają ze złem. Dotyczy to szczególnie starszego pokolenia. Młodzież myśli inaczej, dąży do sukcesu. Szkoda tylko, że po drodze do sukcesu wpadają do domu, komunikują się z rodzicami i przyswajają ich podejście do życia.

W jednym z wywiadów powiedział Pan, że strach przed popełnieniem błędu hamuje rozwój Polaków. Jak to wygląda w przypadku Ukraińców? Co przeszkadza naszemu rozwojowi?

Zaproponowałbym naszym narodom skupienie się na kreowaniu poprawnej samooceny i tworzeniu większych planów. Proponuję myśleć globalnie. Można zapożyczyć od innych brytyjską dumę, amerykańską asertywność, niemiecką dyscyplinę, japońską odpowiedzialność. Osadzić się w tych cechach i działać.

Z demograficznego punktu widzenia ten kraj ma wielki potencjał. Duże obszary żyzne, pracowici ludzie. Wszystko, co jest potrzebne, to prawidłowe kierowanie, zarządzanie tymi zasobami. Należy sprawić, by Ukraina stała się krajem bardziej widocznym dla świata. Gdy tak będzie, wzrośnie na przykład liczba turystów.

Czy jest jakaś różnica w Pana podejściu do młodych klientów oraz do klientów starszych?

Bardzo duża. Baby boomers to pokolenie, które urodziło się w latach 1946–1964. Do ich cechy należą: przywiązanie do tradycji, patriarchat, hierarchia pionowa. „Jestem mężczyzną, a pani jest kobietą, zatem wiem więcej” – w taki sposób myślą. Albo: „Jestem starszy od pani, więc jestem mądrzejszy”. Albo jeszcze: „Jestem większy od pani, dlatego jestem lepszy”.

Następne pokolenie, pokolenie X, ma zupełnie inny światopogląd. Są to ludzie, którzy urodzili się w latach 1965–1979. Myślą w taki sposób: „Jestem niezależny, nie mówcie mi, co mam robić, zrobię po swojemu”. W przeciwieństwie do swoich rodziców cenią równowagę między życiem osobistym a pracą. Nie wierzą, że mężczyzna musi zarabiać pieniądze, a kobieta – siedzieć w domu z dziećmi.

Następne pokolenie – pokolenie millenium – obejmuje okres 1980–2000. „Urodziłem się w kapitalizmie, więc mogę mieć, co zechcę” – uważają. „Jeśli zabraknie mi środków, to wezmę kredyt. Jeśli uczę się czegoś, co mi nie odpowiada, mogę to zmienić. Mogę zdobyć wykształcenie dziennikarza, ale pracować jako copywriter. Mogę uzyskać dyplom prawnika, ale przekwalifikować się na menedżera sprzedaży. Albo nie, stworzę własny kanał na YouTube i będę blogerem”.

Istnieje jeszcze pokolenie Z, osoby urodzone po 2001 roku. To są rdzenni cyfrowi mieszkańcy, którzy urodzili się w nowej erze. Dzięki staraniom rodziców u niektórych z nich konto w sieciach społecznościowych pojawiło się, zanim nauczyli się czytać.

Obcując z przedstawicielami każdego z tych pokoleń, muszę zachowywać się inaczej. Opowiem wam zabawną sytuację. Współpracowałem z pewnym międzynarodowym koncernem motoryzacyjnym, gdzie w dziale zarządzania i doradztwa większość pracowników stanowiły kobiety w wieku 30–35 lat. Te pracownicy miały odwiedzać dilerów regionalnych i uczyć ich właścicieli sztuczek związanych z zarządzaniem. Większość „uczniów” była w wieku 50–60 lat. Wyobraźmy sobie sytuację: 30-letnia menedżerka przychodzi uczyć 60-letniego przedsiębiorcę i mówi: „Nauczę pana lepiej zarządzać firmą”. Co odpowie szef? Raczej rzuci do niej: „Po pierwsze, ślicznotko, sądząc po twoim wieku, nadajesz się do bycia moją kochanką albo córką, ale na pewno nie mentorem. Po drugie, będzie mnie pani uczyła, jak zarządzać spółką? Uważa mnie pani za głupka?”. Taki kierownik nigdy nie powie ekspertowi, że czegoś nie wie, bo to uderzyłoby w jego samoocenę. Młoda pani ekspert z prestiżowym dyplomem i godnym szacunku doświadczeniem mogłaby naprawdę pomóc tej spółce. Jednak nic nie zdziała, dopóki nie zmieni taktyki komunikacji z kierownikiem.

W takich przypadkach radzę mówić: „Jak już zapewne pan wie…” albo: „Jak pan już zrozumiał…”, „Dzięki pana dużemu doświadczeniu…”. Oznacza to, że młodszy rozmówca szanuje starszego i nie próbuje go upokorzyć. Dopiero wtedy ten będzie otwarty na otrzymanie nowych informacji.

14517480_1115163998552438_8289168928724850986_n

Właśnie takie umiejętności okazały się przydatne, gdy kilka lat temu miał pan negocjować z porywaczami brazylijskimi, aby się uwolnić.

Tak właśnie było. Ta sytuacja jest wciąż przed moimi oczami. Ostatniego dnia października 2014 r. przyjechałem do Guarulhos, wylądowałem na głównym lotnisku São Paulo. Jak zwykle z lotniska odebrał mnie zaufany kierowca. Wsiadłem do samochodu i pojechaliśmy drogą prowadzącą do miasta. I nagle w nasz samochód uderzył z tyłu jakiś inny samochód. W tym momencie mój kierowca popełnił błąd – zatrzymał się, wysiadł z samochodu, aby zrobić zdjęcie oraz dopełnić innych formalności potrzebnych dla firmy ubezpieczeniowej. Jak się okazało, była to zasadzka.

Jak tylko kierowca wyszedł z samochodu, pojawiło się dwóch mężczyzn z bronią. Wsiedli do samochodu i powiedzieli, że to jest porwanie. Pomyślałem w tym momencie, że nigdy nie zobaczę swojej małej córki. Nie wiedziałem, jaki to jest rodzaj porwania, ale jako osoba, która spędziła w Ameryce Łacińskiej część swojego życia, wiedziałem, jak to działa. Istnieją trzy rodzaje porwań. Pierwszy rodzaj: porwanie polityczne. Bandyci biorą za zakładnika polityka, osoba uprowadzona może pozostać na zawsze w niewoli. Drugi rodzaj: porwanie dla okupu. Oznacza to: „Proszę podzielić się z nami swoimi pieniędzmi”. Z reguły cudzoziemcom przytrafia się to rzadko. Trzeci rodzaj: tzw. porwanie ekspresowe. Polega na tym, że porywcze zabierają kartę kredytową i jeżdżą z porwanym od jednego bankomatu do drugiego, wypłacając gotówkę. Moi oprawcy zamierzali zrealizować tę trzecią opcję, ale nie wiedziałem o tym.

Samochód przyspieszył, nie mogłem uciec, zaczęliśmy rozmawiać. Myślę, że w ciągu sześćdziesięciu minut naszej rozmowy wykorzystałem wszystkie techniki wywierania wpływu naraz. Pamiętam, że powiedziałem na przykład: „Jak mnie wypuścicie, pójdę wypić trzy litry cachaçy”, czyli ichniej wódki. Zachwalać ten trunek w obecności Brazylijczyków oznacza to samo co Ukraińcom mówić, że ich barszcz jest najlepszy na świecie. W ten sposób stymuluje się ich dumę narodową. Słysząc, że wypiję trzy litry, mężczyzna, który trzymał broń, uśmiechnął się i powiedział: „Nie pij tyle, bo to cię zabije”. Na wszelkie sposoby starałem się pokazać, że nie jestem ofiarą i muszą mnie puścić. W końcu tak się stało. Wypuścili mnie.

Wyobraźcie sobie, że w São Paulo codziennie ofiarą porywaczy padają cztery osoby. Po tym, jak przeżyłem porwanie, zadałem sobie pytanie, co zrobiłem dobrze w tej sytuacji. Co pomogło mi uratować życie? Stworzyłem algorytm dla ofiar porwań – model, który pomaga pozbyć się traumy i iść dalej. Kiedy prezentowałem tę technikę, Brazylijczycy powiedzieli: „Fantastycznie, to pomoże uratować niejedno ludzkie życie”. Są to kluczowe tajemnice sukcesu: uczyć się na własnych błędach, analizować rzeczywistość, wyciągać wnioski.

Jednak wiele osób nie wyciąga wniosków z otrzymanych informacji. Nie zmieniają swojego życia niezależnie od liczby przeczytanych książek, uczęszczania na wykłady i komunikowania się z właściwymi ludźmi. Dlaczego?

Znać teorię a wcielać ją w życie to nie to samo. Jak na przykład Ukraińcy, nawet ci, którzy nigdy nie byli za granicą, nauczyli się angielskiego? Bardzo prosto. Uczestniczyli w kursach i rozmawiali, czyli praktykowali. Jeżeli chcecie dobrze zarabiać, najprawdopodobniej musicie otworzyć własną działalność. Jeżeli zakładacie działalność, musicie nauczyć się sprzedawać i promować.

Oczywiście nikt by mnie nie porwał, gdybym nie udał się do Brazylii. Nie pojechałbym do Brazylii, gdybym nie nauczył się portugalskiego w czterdzieści godzin. Nie stałoby się to, gdybym wcześniej nie nauczył się hiszpańskiego. Gdybym natomiast nie nauczył się hiszpańskiego, nie poznałbym swojej żony Meksykanki. Tak naprawdę przez cały ten czas mógłbym siedzieć w Polsce. Mieszkałbym w swoim mieście, byłbym trybikiem w systemie społeczno-kulturowym. Jednak nie być kimś oznacza być nikim. Nie chciałem tego i dlatego zaryzykowałem.

Pana motto to „stać się lepszą wersją samego siebie”. Na czym polega różnica pomiędzy Panem dzisiejszym a Panem za tydzień?

Polepszą się moje umiejętności językowe. Po pierwsze dlatego, że tutaj, na Ukrainie, będę ćwiczyć swój rosyjski. Ponadto nauczę się pewnej liczby ukraińskich słów. Planuję podróż do Niemiec, więc będzie to doskonała okazja, aby podszkolić niemiecki. Co jeszcze? Będę ciut szczuplejszy – mam nadzieję, że o pół kilo. Swoją rolę odegra codzienne poranne bieganie. Ponadto w przyszłym tygodniu będę bardziej uśmiechnięty, bo będę miał okazję spędzić więcej czasu z córką.

Gdybyście natomiast zapytali mnie o to, jaki będę za parę lat, powiedziałbym, że Mateusz będzie mistrzem brazylijskiego jiu-jitsu, nauczy się chińskiego, otworzy własny instytut i skończy pisać dwudziestą książkę. Pracuję nad tym, aby urzeczywistnić ten obraz.

[Materiał to część obszernego wywiadu, jakiego udzieliłem focus.ua podczas mojego pobytu i występów na Ukrainie.]
Brak opinii

Co Ci Nie Pozwala Być Sobą?

x