Psychologia mundialu, czyli 3 oblicza kibica

Moment głębokiego wzruszenia, gdy na stadionie rozbrzmiewają pierwsze słowa hymnu narodowego. Ekstatyczne uczucie radości, gdy po precyzyjnym dośrodkowaniu piłka ląduje w bramce. Niesamowita, niewysłowiona i nieporównywalna z niczym ulga po kilkunastu długich sekundach oczekiwania na strzelenie karnego. Podczas trwających mistrzostw świata kibicom towarzyszą głębokie i często skrajne emocje. Dlaczego tak się dzieje i jaki ma to związek z pierwotnym instynktem, psychologiczną terapią i religijnym rytuałem?

ŁOWCA EMOCJI

Przyspieszone tętno, gwałtowny wzrost adrenaliny i zwierzyna, którą trzeba upolować, żeby przeżyć. Psycholog Barbara Pease wskazuje te elementy jako wspólne dla meczu piłki nożnej oraz… polowania. Okazuje się, że oglądanie meczu piłkarskiego stanowi namiastkę uczestnictwa w tym ważnym, typowo męskim rytuale naszych przodków, podczas którego następowała walka o przetrwanie. To, co się dzieje na boisku, ma wpływ na poziom testosteronu. Potwierdzili to naukowcy z Georgia State University, którzy przeprowadzili badania podczas finału mistrzostwa świata między Brazylią a Włochami w 1994 r. Poziom testosteronu u kibiców drużyny zwycięskiej wzrósł o 28%, a u fanów zespołu, który przegrał, poziom tego hormonu zmalał o 27%. Dlaczego? Badacze tłumaczą, że jest to pozostałość po dawnych czasach, kiedy zwycięzcy szykowali się do kolejnego starcia o dominację, podczas gdy przegrani podporządkowywali się przeciwnikowi.

Pozytywne emocje, których doświadczają zwycięzcy, mają także negatywne skutki. Wzrost testosteronu zwiększa agresję, co odzwierciedlają statystyki wykazujące trzykrotny wzrost odnotowanych przypadków przemocy domowej w Wielkiej Brytanii po wygranym meczu z Paragwajem. Tłumaczy to również burdy na stadionie inicjowane przez pseudokibiców zwycięskiej drużyny, nie zaś – jak podpowiada racjonalny umysł, a nie instynkt – przegranej.

FUTBOLOWE KATHARSIS

Istnieje jednak znacznie więcej pozytywnych skutków kibicowania niż negatywów, zwłaszcza w grupie. Psychologowie potwierdzają, że wspólne przeżywanie sportowych emocji wywołuje swoisty efekt katharsis. Z badań przeprowadzonych przez Men’s Health Foundation wynika, że ponad 64% mężczyzn chętnie dzieli się w takich chwilach uczuciami, podczas gdy na co dzień pozostają zamknięci. To momenty, w których można bez wyrzutów sumienia uwolnić wszystkie emocje, zamiast je w sobie dusić. Nikogo nie dziwi widok mężczyzny płaczącego z radości po wygranym meczu drużyny, której kibicował, wrzeszczącego z całych sił po strzelonym golu albo skaczącego z radości w uścisku współtowarzyszy po obronie karnego. W trakcie meczu istnieje społeczne przyzwolenie na okazywanie emocji w najczystszej postaci, szczególnie przez mężczyzn.

Doktor Sandy Wolfson z wydziału psychologii na Northumbria University podkreśla także znaczenie piłki nożnej w kontekście zawierania nowych znajomości. Mecz to czas ogólnej otwartości, radości i wolności. Jest to przerwa od normalnego, poukładanego życia, w którym wszystko ma swoje miejsce. Wspólne kibicowanie wytwarza swoisty rodzaj więzi, nawet pomiędzy osobami, które się nie znają, co sprzyja nawiązywaniu nowych kontaktów. Jest to też doskonały moment, żeby zacieśniać relacje z bliskimi. Allan Pringle z University of Nottingham przypisuje ogromne znaczenie więziom społecznym w kontekście zachowania równowagi psychicznej. Badania wykazują, że w Wielkiej Brytanii w ciągu kilku miesięcy po mistrzostwach świata w 1998 r. odnotowano spadek liczby zaburzeń psychicznych wymagających interwencji lekarskich.

PIŁKARSKA WIARA

Parę lat temu oksfordzki instytut badawczy Social Issues Research Centre ustalił, że aż 60% europejskich fanów piłki nożnej traktuje kibicowanie jak religię. Niewątpliwie można wyróżnić kilka elementów, które sprawiają, że futbol da się opisywać w kontekście sfery sacrum. Po pierwsze istnieje transcendentna idea, wokół której gromadzi się wspólnota, charakteryzująca się silnymi więzami wewnątrz grupy oraz mająca określone rytuały i specyficzną symbolikę. Mecz staje się obrzędem liturgicznym, podczas którego następuje uzewnętrznianie uczuć i doświadczenie namacalnych więzi wspólnotowych. Stadion stanowi swoisty kościół, a jego architektura sprzyja odczuwaniu potęgi tłumu i doznawaniu indywidualnych przeżyć. Dominik Antonowicz i Łukasz Wrzesiński stworzyli nawet klasyfikację kibiców w kontekście religijnego zaangażowania:

  • Fundamentaliści – kibicują jednej ukochanej drużynie, przejawiając takie cechy jak fanatyzm i bezwarunkowe oddanie.
  • Ortodoksi – osoby silnie zaangażowanie emocjonalnie, gorliwi kibice, lecz nie tak oddani drużynie jak fundamentaliści.
  • Kibice małej wiary – kibicują bez większego przekonania, wykazują się małą gorliwością, za to dużą tolerancją dla innych „wyznawców”, w mniejszym stopniu identyfikują się z klubem.
  • Wierzący niepraktykujący – silnie identyfikują się z drużyną, której kibicują, ale nie uczestniczą bezpośrednio w sportowych rytuałach.
  • Dewoci – kibice, którzy ostentacyjnie pokazują przynależność do wspólnoty sportowej. Ich aktywność ogranicza się do sfery zewnętrznej, wewnętrznie pozostają niezaangażowani.
  • Ateiści – kibice, którzy nie identyfikują się z żadnym klubem, ale uważają się za znawców sportu, nie czują się i nie chcą być częścią wspólnoty.

Niewątpliwie fenomen kibicowania jest niezwykle ciekawym i – w obliczu aktualnych wydarzeń sportowych – niesamowicie popularnym tematem. Z psychologicznego i socjologicznego punktu widzenia jest to skarbnica wiedzy na temat jednostek i całych społeczeństw oraz okazja do analizy własnych lęków, radości i potrzeb. W tym wyjątkowym czasie, w czasie karnawału sportu, przestają obowiązywać emocjonalne reguły, a na powierzchnię wychodzi to, co na co dzień jest głęboko schowane.

 

Brak opinii

Bezpłatne Szkolenie Online

z dr. Mateuszem Grzesiakiem

niedziela

22 kwietnia

godz.

20:00

x