Narzekactwo, hejterstwo i pieniactwo, czyli o polskich demonach przeszłości

criticism

Złapał diabeł starą babę i mówi do niej: Dam Ci wszystko, co chcesz, ale Twoja sąsiadka dostanie tego samego dwa razy więcej! Baba myśli i się złości, bo co nie wymyśli, to sąsiadce będzie lepiej od niej. Jeśli weźmie dom, to sąsiadka dostanie dwa; jak worek pieniędzy, to sąsiadka też bardziej skorzysta! W końcu z satysfakcją mówi do diabła: Już wiem! Wykol mi jedno oko!

Skąd tej „babie” przyszło to do głowy? W jakim momencie życia doszła do wniosku,
że ma się porównywać do innych i być zazdrosną o to, że im dobrze idzie? Z jakiego względu
nie myśli ona w kategoriach powiększania tortu, by dla każdego był większy kawałek, ale trzymania swego malutkiego kawałeczka, nawet jeśli jest niesmaczny i niezdrowy?

Czy masz w sobie coś z „baby”?

Zacznijmy od symptomów, tak by można było je z łatwością rozpoznać i im przeciwdziałać.

Jeśli zdarza Ci się:
– wychodzić ze sklepu, nie ukradłszy niczego i mimo to mieć obawy, że włączy się alarm na bramkach;
– myśleć o kimś, kto jest majętny, jak o kombinatorze albo złodzieju;
– faworyzować tego, co przegrał, jest słabszy lub biedniejszy i obwiniać za ten stan silniejszych, bogatszych, szefów, itd.;
– aktywować patriotyzm, gdy oglądasz drużynę narodową, ale wyłączać go, gdy wybierasz produkty w sklepach;
– krytykować innych, nie znając faktów;
– uważać że ten, kto nie ma pieniędzy, cierpi i sobie nie radzi w życiu, jest bardziej moralny niż ten, co osiągnął sukces;
– podejrzewać sprzedawców, biznesmenów, polityków o złe intencje, kłamstwo, cwaniactwo i manipulację, nawet bez wysłuchania tego, co mają do powiedzenia;
– narzekać na wszystko i wszystkich, i mieć wyjątkową umiejętność znalezienia dziury w całym;
– być dumnym z tego, że nie zapłaciłeś za przejazd w autobusie, przekupiłeś policjanta, uniknąłeś zapłaty podatków, które powinny były być zapłacone;
– czuć się gorzej, gdy jesteś „na Zachodzie”;
– wstydzić się, gdy nie stać Cię na jakiś produkt;
– chcieć za wszelką cenę udowodnić swoją rację w kłótniach czy dyskusjach, tak jakby od tego zależało życie;
– mieć poczucie straty przy wydawaniu pieniędzy i chcieć oszczędzać na wszystkim;
– reagować lękiem, gdy dostajesz pismo urzędowe, nawet jeśli nie masz nic na sumieniu;
– obawiać się policjanta, gdy przechodzi obok, choć nie zrobiłeś niczego nagannego;
– mieć poczucie braku sprawczości i przekonanie, że 1) sytuacja jest zła i 2) nie da jej się zmienić;
– uważać za wariatów tych, którzy jadą szybciej od Ciebie samochodem i za zawalidrogi tych,
co jadą wolniej.

To znaczy, że masz w sobie marudę, hejtera i pieniacza, podobnie jak wspomniana baba.

Zastanówmy się więc, dlaczego tak się zachowuje?

Spójrzmy na to historycznie. Załóżmy, że urodziła się w latach 30-tych ubiegłego stulecia. Przeżyła jako dziecko wojnę i była przyzwyczajona do bycia obywatelem gorszej kategorii.
Te same kompleksy, jakie posiadali jej urodzeni w podległym kraju rodzice, zostały przekazane dziecku w sposobie myślenia, zachowania, komunikacji. Polak był obywatelem drugiej kategorii, a obcokrajowiec pierwszej.

Przyzwyczaiła się do niesprawiedliwości, nierównego traktowania, ćwicząc znaną od wieków metodę „Polak potrafi”; musiał potrafić, bo, zgodnie z prawem koniecznej różnorodności,
ten element systemu, jaki chce przetrwać, musi się zmieniać.

Polak zmieniał się więc, bo zmieniał się najeźdźca, okupant, system polityczny – i to wszystko w przeciągu raptem kilku pokoleń. To wystarczy, by zmienić rzeczywistość, ale nie wystarczy, by zmienić mentalność.

Dziewczynka, dorastając, oglądała biednych Polaków, którzy cierpieli, i którym było gorzej; i bogatych okupantów, którym było lepiej. I widziała, że jeśli Polak był bogaty, to dlatego, że kolaborował z wrogiem i był zdrajcą. Czytając romantyczną literaturę i słuchając o bohaterskich czynach jej przodków, uwierzyła, że jej kraj zostanie kiedyś wybawiony i choć teraz cierpi,
ma szczególną rolę do odegrania w dziejach. Polacy, pochodząc rzekomo ze starożytnego plemienia Sarmatów, byli przecież wybrańcami i mieli wybitne przeznaczenie.

Wojna się skończyła, do jej kraju zawitał komunizm

Zaczął budować nowe nawyki myślenia, jakie po latach radziecki socjolog i pisarz Aleksandr Zinowjew określi w swojej książce jako „homo sovieticus” – człowiek radziecki – analizując mentalność skażonych komunizmem emigrantów rosyjskich. Zauważył, iż mimo że ci emigranci mieszkali poza krajem, ciągle nieświadomie hołdowali pewnym zasadom, jakie wynieśli w procesie wychowania z systemu komunistycznego. Uciekanie od odpowiedzialności, kombinatorstwo i koniunkturalizm, agresja wobec słabszych i uniżenie wobec silniejszych, postawa roszczeniowa i oczekiwanie że „ktoś coś załatwi”, izolacja od światowych trendów i globalnego sposobu myślenia, skłonność do kradzieży w miejscu pracy, brak szacunku dla wolności wspólnej, brak inicjatywy, posłuszeństwo i bezradność, lęk przed organami władzy – wszystkie te cechy głęboko wryły
się w mentalność tych, którzy w komunizmie dorastali. A dzieci, które się w nim urodziły,
dostały tę mentalność w emocjonalnym i intelektualnym spadku od niczego nieświadomych rodziców.

Złapał diabeł trzech turystów: jednego z Francji, drugiego z Anglii i trzeciego z Polski. I mówi, że ma trzy informacje dla nich, ale tylko jedna z nich będzie pozytywna. Po pierwsze, każdego z nich zabije, po drugie – zrobi sobie z ich skóry płaszczyk, ale po trzecie – każdy może wybrać swój sposób śmierci. Francuz wybiera więc szpadę i z okrzykiem „Vive la France” (Niech żyje Francja) wbija ją sobie w trzewia. Anglik prosi o pistolet i strzela sobie w głowę, wcześniej recytując „God save the Queen” (Boże chroń Królową). Polak, przy ogromnym zdziwieniu diabła, prosi o widelec. Bierze go do ręki, zaczyna go wbijać w każdą część ciała i krzyczy: Gów… będziesz miał, nie płaszczyk!

W pewnym momencie zmienił się jednak system. Można było robić interesy, kupować i sprzedawać, co się żywnie podoba. Do kraju zawitała – i to na dobre – tak długo oczekiwana wolność. Po 200 latach zaborów, wojen i narzuconej władzy Polacy dostali to, o co walczyli ich przodkowie.
Zmienił się system. Ale nie zmieniła się mentalność.

Przekonania dotyczące milionerów

W Polsce jest dziś 100.000 milionerów „złotówkowych” (osób, których majątek ma wartość miliona złotych) i 39.000 milionerów „dolarowych” (osób, których majątek ma wartość miliona dolarów).
Ta druga liczba w ciągu kilku najbliższych lat się podwoi. Na łamach Wall Street Journal Thomas Riccardo, analityk giełdowy, uznał Polaków za nację najszybciej się bogacącą w tej części świata. 100.000 ludzi to nieprzypadkowa liczba i jest na tyle wysoka, by zdać sobie sprawę z dwóch kwestii – sukces finansowy jest w kraju możliwy oraz – jest możliwy nie tylko dla „szczęśliwych wybrańców”.

Ale badania pokazują, że przeciętny Polak nie traktuje bogatych jako wzorca godnego naśladowania.

75% badanych uważa, że sukces jest możliwy tylko dzięki znajomościom i nieuczciwości, a jedynie 14% traktuje go jako efekt talentu, ciężkiej pracy i zdolności. 20% badanych jest przekonana, że duże pieniądze można zarobić jedynie w sposób nielegalny i aż 80% Polaków chce większej kontroli państwowej w firmach.

Paradoksalnie, jeszcze trzydzieści lat temu przedsiębiorczość była zabijana przez władzę, z którą lud walczył. Dziś dzieci tego ludu zabijają to, o co walczyli ich rodzice. W Polsce ciągle dominuje antyrozwojowa, destrukcyjna mentalność nakazująca traktować z podejrzliwością jakikolwiek przejaw przedsiębiorczości. Słowo „prywaciarz”, choć z poprzedniej epoki, ciągle rezonuje w naszych rozmowach.

Nie jesteśmy przyzwyczajeni do wychwalania polskich przedsiębiorców tak samo jak sportowców

Większość Polaków nie ma pojęcia – bo i skąd – że taka np. firma Fakro z siedzibą w Nowym Sączu ma dziś 15% udziału w globalnym rynku produktów do zabudowy poddasza. Albo że firma Asseco, produkująca oprogramowanie komputerowe, jest w pierwszej dziesiątce w Europie z przychodami 1,3 miliarda Euro w 2012 roku. Te firmy, zatrudniając tysiące osób na całym świecie, są dla wielu obcokrajowców pierwszym kontaktem z polską kulturą, sposobem myślenia, mentalnością. Im ich więcej, tym Polska będzie bardziej znana, co bezpośrednio przekłada się na zyski z inwestycji, turystyki, itd.

Prof. Bogdan Wojciszke ze Szkoły Wyższej Psychologii Społecznej przekonuje w swoich pracach, że Polacy podważają prawomocność porządku społecznego, który opiera się na prostej zasadzie nagradzania cech dobrych (zdolności, pracy, efektywności) i piętnowania złych (kombinatorstwo, lenistwo, łamanie prawa). Dla przeciętnego Polaka szef, który zwalnia pracownika
jest niesprawiedliwy, a podwyżkę daje mu ze względu na lizusostwo lub „układy”. Profesor Jolanta Kopka ze Społecznej Akademii Nauk w Łodzi dodaje, że wytykając biznesmenom ich rzekome oszustwa, Polak czuje się moralnie lepszy, utrzymując dobre zdanie na swój temat.

Krytykować jest łatwiej niż pokonywać problemy prowadzące na szczyt.

Przejaw tej krytyki widać szczególnie w Internecie, gdzie większość komentarzy pod większością tematów jest negatywna niezależnie od treści.

Jakie są konsekwencje faworyzowania cierpiętnictwa i słabości?

Takie, że ci, co osiągną sukces, zamiast mówić głośno innym, jak można wejść na szczyt, siedzą cicho, wiedząc, że zostaną negatywnie ocenieni. Tracimy przez to nauczycieli, którzy mogliby wskazać drogę do osiągnięć. Dodatkowo powodem do dumy staje się porażka i własną wyjątkowość buduje się na tym, jak bardzo się cierpi. To tak jakby spotkały się dwie staruszki i kłóciły się, która z nich ma więcej chorób, zamiast cieszyć się resztą swego życia.

Diabeł złapał Niemca, Francuza i Polaka i zamknął ich w więzieniu. Każdemu dał dwie kulki i powiedział, że po tygodniu wróci by wypuścić tego, który zrobi najlepszy pokaz tymi dwiema kulkami. Jak powiedział, tak zrobił. Niemiec rzucił kulkami tak, że odbiły się od siebie kilkakrotnie w powietrzu i zatoczyły symbol Volkswagena na posadzce. Francuz tak nimi zakręcił, że gdy w powietrzu ocierały się o siebie było słychać dźwięki Marsylianki. A Polak… Polak jedną kulkę zgubił, a drugą zepsuł.

Istnieje też w Polsce taka dyscyplina, którą uprawia się przez większość dnia…

Oprócz krytykanctwa jest równie spopularyzowana, to narzekanie.To narzekanie. Ten fenomen polskiej kultury, tak często komentowany przez nierozumiejących pesymizmu Polaków obcokrajowców, również ma swoje psychologiczne wyjaśnienie. Narzekający na jedzenie Polak staje się jako krytyk smakoszem i jego znawcą, na polityka – ekspertem od zarządzania, na niemoralnego bogacza – etykiem, a na drużynę sportową – specjalistą od metod trenerskich. Narzekanie staje się więc metodą na z jednej strony pokazanie swojej rzekomej kompetencji, a z drugiej mechanizmem obronnym usprawiedliwiającym własną porażkę czy niewiedzę. Ponieważ „samochwała w kącie stała” i piętnowane jest w Polsce chwalenie się, standardem w ludzkich opowieściach o własnym sukcesie jest jego natychmiastowe deprecjonowanie. Dostałem awans nie dlatego, że ciężko pracowałem, ale „miałem farta”, kupiłem piękny samochód, który mnie cieszy, no ale „pewnie przegląd będzie drogi”.

Dzięki temu, jak wspomniał profesor Rafał Ohme, „bliżej nam do towarzyszy niedoli”, z którymi wspólnie można adorować trudy życia nawet jeśli żyje się w wolnym, rozwijającym się kraju z kapitalistyczną gospodarką.

Polacy bowiem do tego, by się jednoczyć, potrzebują wspólnego problemu. Gdy nie ma problemu (wojny się skończyły, powodzi mniej, katastrofy zdarzają się niezwykle rzadko), to trzeba go stworzyć.

Narzekanie, krytykowanie i pieniactwo są polskimi demonami przeszłości.

I choć Polska nie była najżyczliwiej potraktowana przez historię, to jednak trzeba pamiętać o tym, że…

Najlepsza informacja dotycząca przeszłości to ta, że ona już się skończyła. Że wraz ze zmianą rzeczywistości musimy zmieniać nasze myślenie po to, by dawało ono dostęp do efektywnego korzystania z potencjału jaki posiadamy. Jeśli ktoś posiada strategię radzenia sobie z rzeczywistością sprzed 30 lat, to równie dobrze mógłby próbować w swoim komputerze zainstalować oprogramowanie Spectruma czy Atari. Kłopot w tym, że ryba nigdy nie wie, że jest w akwarium, dopóki jej się z niej nie wyciągnie i nie pokaże, że poza nim istnieją większe możliwości.
Co więcej, ani ta ryba, ani niektóre gatunki żółwi czy węży nie urosną ponad rozmiar środowiska, w jakim przyszło im żyć. A co jeśli się okaże, że Polak to taka ryba, która w 2013 roku mogłaby być wielokrotnie większa, ale nie rośnie ze względu na „akwarium myślenia” sprzed kilkudziesięciu lat?

Każda zmiana, by była skuteczna, wymaga wprowadzenia lepszych alternatyw.

Uśmiech

Badania przeprowadzone na sportowcach z Wayne State University z 2010 roku wykazały, że uśmiechający się baseballiści żyli średnio o 7 lat dłużej niż ich nieuśmiechający się koledzy. Pracownicy z uśmiechem są traktowani jako bardziej kompetentni, a kobiety z uśmiechem szybciej wychodzą za mąż i są szczęśliwsze w małżeństwie.

Bycie pozytywnym

Ludzie pozytywni żyją dłużej, lepiej sobie radzą ze stresem i porażkami, rzadziej zapadają na przeziębienia i choroby serca. Negatywne wydarzenia są przez nich widziane jako zewnętrzne i pojedyncze przypadki, przez co szybciej wyciągają wnioski z porażek i celebrują sukces. Badania wykazały również, że sportowcy pozytywnie myślący osiągają lepsze rezultaty.

Stymulujące środowisko

Efekt czystej ekspozycji (Zajonc, 1968) uczy, że mózg bardziej lubi to, co częściej widzi. Gdy zorganizuje się mu więc środowisko, w którym będzie pozytywnie stymulowany (z jednoczesnym uważaniem na permanentnie pokazywane w mediach problemy, katastrofy, wypadki i ludzkie tragedie), to będzie się zdrowo rozwijać i pozwoli dobrze czuć, cieszyć i rosnąć pod kątem intelektualnym, emocjonalnym i duchowym.

Komplementy

Psychologowie doradzają minimum 5 minut czułości dziennie i 5 minut podziwu w celu rozwijania relacji. Mężczyźni potrzebują podziwu by rosnąć, kobiety by czuć się kochane. Mamy naturalną tendencję do spędzania czasu z ludźmi, przy których czujemy się dobrze.

Zysk zamiast straty

Amerykanie, kupując produkt, zastanawiają się nad jego ceną nie poprzez pryzmat straty ale tego,
co mogą zyskać. Dzięki temu nie towarzyszy im mentalność ograniczonych zasobów, w której gdy jeden zyskuje, drugi traci. Produkty i usługi stają się inwestycją, dzięki której zyskuje
się określonego rodzaju zasoby.

Sukces zamiast porażki

Gloryfikacja sukcesu tym różni się od faworyzowania porażki, że stawia na piedestał tych, którzy mają wybitne osiągnięcia – czy to pod kątem sportu, intelektualnym czy gospodarczym. Wówczas stają się oni wzorcami do naśladowania, inspirują tych, którzy dopiero zaczynają
iść ich ścieżką.

Feedback zamiast krytyki

Jeśli dziecko słyszy od rodzica jedynie to, co robi źle, jego poczucie własnej wartości zostanie obniżone. Efektywniejsze jest podanie alternatywnych sposobów zachowania tak, by słuchający wiedział, co konkretnie może usprawnić.

Postępując zgodnie z powyższymi zaleceniami, można w dużym stopniu złagodzić symptomy narzekania, hejterstwa i pieniactwa, a czasem je w znacznym stopniu wyeliminować. Dzięki temu łatwiej będzie się cieszyć z małych rzeczy, budować zdrowsze relacje z innymi i lepiej
czuć się z samym sobą.

Zaczął się wrzesień, skończyły wakacje i jest poniedziałek. I mimo to, lub właśnie dlatego, życzę wszystkim Czytelnikom z całego serca cudownego tygodnia!

1 Opinia

Co Ci Nie Pozwala Być Sobą?

x