Gdyby Doda przeczytała ten tekst, to byłaby w szoku, czyli dlaczego lubimy zaglądać do sypialni celebrytów?

Close up of remote in hand with shallow depth of field during television watching

Czemu moja córka woli Justina Biebera ode mnie? Zapytał się rodzic i zmartwiony włączył telewizor, by obejrzeć serwis informacyjny. I dowiedział się, że matka Madzi jest na wolności, jaki garnitur kupił premier i jak Rihanna spędziła czas na plaży w Trójmieście.

Wiele lat temu, jeszcze w poprzedniej epoce wychowywano mnie bym myślał jak Einstein,
ćwiczył jak Herkules, tworzył jak Leonardo da Vincii. Dziś moje dziecko nie chce o nich słuchać, miejsce rad rodzica zajął Justin Bieber. Autorytety odchodzą wraz z pokoleniami do przeszłości,
a na ich miejscu pojawia się nowy twór – celebryci.
Kochani i nienawidzeni, cieszący się z bycia u szczytu lub nienawidzący aparatów fotograficznych naruszających ich prywatność, ci znani „od wczoraj” i ci znani od czasów dzieciństwa – celebryctwo stało się częścią kultury i jako takie wymaga od nas, psychologów, szczególnej uwagi.

Czemu ludzki wzrok szybciej wyłapuje na stronie dziennika internetowego informacje o bieliźnie Dody niż zamieszki w kraju arabskim? Czemu interesujemy się intymnymi sekretami gwiazd i często ich życie pociąga nas bardziej od naszego? Dlaczego niektórzy aktorzy szczerze nienawidzą paparazzich (vel ostatni artykuł z Newsweeka Maciej Stuhra), a inni specjalnie się z nimi umawiają na określone zdjęcia?

Celebryctwo nie jest niczym nowym

Ludzie są gatunkiem społecznym i żyją w statusowo zorganizowanych grupach. Status decyduje o tym co i kiedy jemy, z kim dzielimy łoże, do kogo możemy się zwrócić o przyjaźń i pomoc.
Już w jaskiniach ci, którzy upolowali najwięcej stawali się liderami i zyskiwali dostęp do przywilejów związanych z władzą. Pozostali, gdy zachowywali się podobnie, liczyli na takie same korzyści. Z czasem ci liderzy, wraz z ewolucją społeczną, stali się monarchami i wyznaczali trendy – prawne, polityczne, ale także inne, np. dotyczące mody. Mało kto wie, że biała suknia do ślubu to trend wprowadzony w 1840 r. przez brytyjską królową Wiktorię!

Obserwujemy więc celebrytów, jako ludzi obdarzonych określoną władzą – niekoniecznie polityczną czy prawną, ale na pewno emocjonalną (bulwersująca opinię publiczną historia matki Madzi), wizerunkową (David Beckham po zgoleniu włosów zmotywował do podobnego wyczynu ogromne rzesze fanów), a nawet zdrowotną (Angelina Jolie decydująca się na masektomię ze względu na ryzyko zachorowania na raka piersi). I nie tylko my jako ludzie – badania na szympansach pokazały, że wolą one obserwować zdjęcie lidera grupy bardziej niż zjeść ulubioną przekąskę. Chcemy wysokiego statusu. Celebryci mają wysoki status. Chcemy więc celebrytów.

Drugą kwestią jest stymulacja mózgu

Efekt czystej ekspozycji (Robert Zajonc, 1968) uczy, że bardziej lubimy to, co częściej oglądamy, nawet jeśli nie robimy tego świadomie. Prowadzi to do fascynującego zjawiska, w jakim stymulowany zdjęciami celebrytów mózg (z częstotliwością często kilku razy dziennie przy czytaniu prasy) częściej ma do czynienia z celebrytą, niż widzianą raz z tygodniu matką. Po miesiącach, latach takiej stymulacji, mamy więc bardzo nierealne przeświadczenie, że celebrytów znamy, że są nam bliscy, że wiemy o nich często więcej niż o własnej rodzinie i znamy ich sekrety. Im więcej celebryctwa w mediach, tym więcej rejestracji tego celebryctwa w mózgu. Im bardziej mózg jest tym stymulowany, tym bardziej się przyzwyczaja, przez co ludzie zaczynają uzależniać się od obecności gwiazd w ich życiu. A media dostarczają ludziom tego, co ci chcą oglądać i koło się zamyka.

Kolejną sprawą jest kwestia dziecięcego, często niespełnionego marzenia

Wyjątkowe życie – sukces finansowy, blichtr, sława, podziw, przebywanie wśród wspaniałych ludzi i byciu młodym, pięknym i bogatym. Żyjąc w kulturze amerykańskiego snu, podświadomie mylimy szczęście z sukcesem materialnym i szukamy sposobów jak to dziecięce marzenie zrealizować.
Nie każdemu się uda, prawdę mówiąc większości się nie uda! Ale jeśli nie można tego realnie mieć, to chociaż można na to popatrzeć. I pojawia się celebryta, który utożsamia te wszystkie marzenia;
bo i jest bogaty (przynajmniej tak się wydaje, choć prawda wygląda często zupełnie inaczej) i sławny, i pięknie wygląda. Staje się więc dla ludzi demonstracją tego wszystkiego, czego podświadomie pragną i nawet jeśli się do tego głośno nie przyznają,
to jednak sami chętnie, choć na chwilę, zasmakowaliby takiego życia. Celebryta to więc moje niespełnione marzenie, moje „idealne ja”, tak promowane przez zachodnią kulturę zestawienie: atrakcyjności, podziwu, sławy, bogactwa materialnego. Identyfikując się z nim mam wrażenie, że sam jestem u szczytu. A jeśli powinie mu się noga,
to ja czuję się trochę lepiej, bo nie jest ze mną aż tak źle, skoro tym z samego szczytu też się to zdarza.

Celebryci, choć często wcale nie chcąc i za srogą cenę, rozwiązują także problemy społeczne

W każdej kulturze istnieją tematy tabu i niesprawności społeczne (rzeczy, jakie ludzie chcieliby dokonać, ale jest im trudno; Mikołaj Piskorski z Harvard Business School). Tabu w Polsce jest chwalenie się, bo kultura piętnuje to zachowanie jako zarozumialstwo. I pojawia się problem,
bo pochwalić się czasem potrzeba – i ten problem rozwiązuje celebryta-chwalipięta.

Piętnuje się go za to zachowanie, ale jego oglądalność wzrasta. Innym problemem może być zdrada małżeńska, czyli niezwykle czuły i intymny temat. Są z nim związane duże emocje, często stłumione i hamowane. A tu nagle w mediach informacja o zdradzie znanej żony przez męża. Czytelnik chłonie informacje, często z wyrzutami sumienia, że wchodzi komuś z butami do sypialni, bo może przeżywać dzięki celebrycie coś, czego sam nie przeżyje, bo sobie na to nie pozwoli. Celebryci rozwiązują więc wiele problemów społecznych, a im większy i bardziej wyparty problem,

tym większe nim zainteresowanie. Przyzwolenie społeczne i zniekształcona koncepcja sprawiedliwości – skoro jesteś tak znany i masz tak wiele, to inni mają prawo do Twoich sekretów – dodatkowo napędzają ten mechanizm.

Chcąc nie chcąc żyjemy więc w celebryckiej kulturze. Celebryci są trendsetterami i z impetem zajmują miejsce dotychczasowych autorytetów. Nie oszukujmy się – o wiele bardziej identyfikujemy się z problemem rozwodu niż rebelii w Kamerunie, a pokazanie zbyt głębokiego dekoltu
jest większym i częstszym zmartwieniem kobiet, niż wybory parlamentarne w Bangladeszu.
Ten mikroświat ich życia, ze wzlotami i upadkami, to w jakiejś mierze historia o każdym z nas.
A to przecież nasz ulubiony temat!

1 Opinia

Co Ci Nie Pozwala Być Sobą?

x