Dyplom w ręku, niewiedza w głowie – o problemach edukacji w Polsce

Student sitting on the floor with a laptop and doing homework, view from above

Zapewne po wstaniu rano nie logarytmujesz na śniadanie, w południe nie myślisz o budowie pantofelka a przed spaniem nie skupiasz na ilości wydobycia węgla w Chinach. Również gdy masz wolny weekend nie wracasz pamięcią do przepisów BHP, mało interesuje Cię, czy nad głową masz nimbostratusy czy kumulusy, a już w ogóle nie ma znaczenia, jaką liczbę masową ma azot. Ze znajomymi przy kawie nie liczysz pola graniastosłupa, z rodziną podczas świąt nie podkreślasz orzeczeń w zdaniu podwójnym szlaczkiem, a jedyna chemia jaka Cię interesuje to proszek do prania lub relacja z partnerem.

Spójrz prawdzie w oczy

Uważany za jeden z najtrudniejszych języków na świecie (tak, to język polski) opanowałeś nieświadomie, będąc w tym języku w pełni zanurzony (tzw. totalna immersja), nie wiedząc
czym jest przydawka, zdanie współrzędnie złożone i miejscownik. Wiedzę na temat seksu zdobyłeś empirycznie, gdy chowałeś się przed rodzicami z włączonym filmem dla dorosłych albo prowadząc wywołujące rumieńce na twarzy rozmowy z „bardziej wtajemniczonymi” koleżankami; nie z lekcji biologii, religii czy wychowania seksualnego. Wzoru na przyspieszenie nie pamiętasz, ale jak masz twardą nogę i dobry samochód to chętnie depniesz w pedał gazu by poczuć hormony, których nazwy wcale Cię nie interesują, ale miło odczuwa się ich działanie. Spójrz prawdzie w oczy – 99% informacji, które w szkole zdobyłeś, została przez Ciebie absolutnie wyeliminowana lub w żaden sposób
nie jest używana. Czemu? Bo nie mają żadnego przełożenia na praktyczne życie.

Fatalny początek

Europejskie badania wskazują, że w ciągu roku agresji rówieśniczej doświadcza 17,6% dzieci i młodzieży w wieku od 9 do 16 lat. Amerykańskie (Anderson, 2011) wskazują na 48% uczniów mających do czynienia z jakąś formą przemocy w szkole. Stamtąd również weźmie się wiele fobii (np. wystąpień publicznych), lęków, niechęć do nauki jako takiej, stres związany z egzaminem, zniekształcona samoocena, a nawet nienawiść do przedmiotów, o których opinia zależy tylko od tego, czy miałeś szczęście i dobrego nauczyciela pasjonata. Jeśli dodatkowo miał on określone oczekiwania w stosunku do ucznia to temu uczniowi mogło iść lepiej (efekt Pigmaliona – ludzie wykazują tendencję do zachowywania się zgodnie z tym, czego oczekują od nich inni) lub znacznie gorzej (efekt Golema – im niższe oczekiwania w stosunku do podopiecznych, np. uczniów, tym gorsze ich wyniki).

System sprzyja oszustom

System oceniania wymusza na uczniu nie uczenie się dla wiedzy, ale uczenie się by zdać (stąd słynne 4xZ = zakuć, zdać, zapić, zapomnieć). To motywuje do ściągania. 58% Polaków nie jest mu przeciwnych, a tylko 28% ostro je potępia (według badań CBOS). Potwierdzają to badania przeprowadzone w Łodzi w 2004/2005, z których wynika, że ściąga 86-95% uczniów szkół średnich. Tylko 16% uczniów ściąganie uważa za coś złego, a 60% uczniów nie ma na ten temat zdania lub jest im to obojętne. Podobnie wyglądają statystyki w USA – oszukuje między 75-98% studentów college`u. Robiąc to, nie mają wyrzutów sumienia: po pierwsze nauczyciele są o wiele bardziej tolerancyjni
niż w poprzednich dekadach, a po drugie uczciwi studenci przegrywają w wynikach ze ściągającymi.

Znudzeni nauczyciele

Z sondażu przeprowadzonym przez Głos Nauczycielski wynika, że w polskich szkołach uczą ludzie zmęczeni i wypaleni zawodowo:
• Z powrotu do szkoły cieszy się tylko co dziesiąty nauczyciel.
• Co piąty czuje się zmęczony przed rozpoczęciem pracy.
• Co siódmy nauczyciel nie myśli o swoim samopoczuciu i stara się jedynie przetrwać z lekcji na lekcję.
• Co czwarty pracownik oświaty martwi się, że źle dzieje się w polskiej edukacji.
• Co piąty boi się kolejnych reform wprowadzanych przez MEN.
Polscy nauczyciele, jak pisze Martyna Bunda w Polityce, pracują nieefektywnie – jeśli efektywność mierzyć godzinami spędzonymi z dziećmi oraz wynikami w międzynarodowych badaniach kompetencji. Na pracę z dziećmi w klasach przeznaczają rocznie tylko 510 godzin, wobec 789 godzin średnio w państwach OECD.

Samorządy nie dają rady

System zatrudniania nauczycieli jest szkodliwy dla samorządów, budżetu, nauczycieli i uczniów.
Co piąty pracujący Polak jest dziś nauczycielem, pracownikiem specjalnego traktowania, a potem emerytem na specjalnych prawach. Karta Nauczyciela stanowi, że w ramach pensji nauczycielom zawsze należą się określone pieniądze, których zapłata jest priorytetem dla gminy. Płacić należy niezależnie od tego, czy ubyło nauczycielom uczniów i bez względu na to, czy samorząd ma środki,
co prowadzi do finansowych kłopotów. W 20% samorządów suma samych pensji nauczycielskich przekracza cały budżet gminy. 80% nauczycieli to nauczyciele mianowani lub dyplomowani, którzy są praktycznie niezwalnialni, bo Kodeks pracy ich nie obowiązuje. Według raportu GUS z 2011 o pracy i zarobkach nauczyciele zarabiają 43 zł za godzinę, czyli więcej niż prawnicy (42,59 zł), programiści (38 zł) czy specjaliści od sieci komputerowych (32 zł). Zagadką jest dlaczego w oświacie jest gorzej, skoro w ciągu ostatnich 10 lat liczba uczniów w szkołach spadła z ponad 7 mln do ponad
5 mln, liczba nauczycieli prawie się nie zmieniła, a wydatki na edukację wzrosły o 40%…

Wykształcenie, z którego nic nie wynika

Forum Obywatelskiego Rozwoju alarmuje, że wsparcie zawodowe w szkołach jest fikcją. Powoduje to społeczną frustrację i wzrost bezrobocia wśród młodych. Przepisy rozporządzenia minister edukacji Krystyny Łybackiej sprzed 10 lat są ogólnikowe; od szkół nie wymaga się, by zatrudniały profesjonalnych doradców i nie wskazuje, jakie środki finansowe na to przeznaczać. Pracodawcy od lat narzekają, że istnieje rozdźwięk między wykształceniem młodych ludzi (najczęściej humanistycznym lub społecznym) a ich potrzebami (absolwentów kierunków technicznych i szkół zawodowych jest zbyt mało). To pokolenie marnujące czas w bibliotekach, które, ucząc się rzeczy, których rynek nie potrzebuje’ dołączy do rzeszy wykształconych i zawiedzionych bezrobotnych. Ze względu na to, że wyspecjalizowani doradcy zawodowi są zatrudnieni jedynie w 9% gimnazjów i szkół ponadgimnazjalnych większość młodych ludzi będzie podejmować decyzje o swojej ścieżce zawodowej na podstawie trendów medialnych albo rad – często już nieaktualnych – swoich rodziców. W Niemczech każdy uczeń może liczyć na pomoc indywidualnego doradcy zawodowego, a w Wielkiej Brytanii organizuje się praktyki pomagające wybrać główne przedmioty w szkole. W Polsce ciągle funkcjonuje archaiczny podział na umysł ścisły i humanistyczny.

Liceum ogólnozniekształcające

Niedawna kampania społeczna ” Matura to bzdura” pokazała, jak drastycznie w ostatnich latach spadł poziom nauczania i że uczniowie, mimo że kończą licea „ogólnokształcące”, to na pewno
nie otrzymali w nich wykształcenia ogólnego. I o ile pokolenie postsolidarnościowe wygrywało w szrankach z uczniami z Europy Zachodniej czy USA (w czwartej klasie liceum uczniowie poznawali całki i logarytmy, a ich rówieśnicy z innych krajów procenty), o tyle dzisiaj sytuacja wygląda o wiele gorzej. Po wprowadzeniu gimnazjum i trzyletniego liceum szkoły średnie straciły prawa do tworzenia programów autorskich, zniesiono trudne egzaminy na studia, przedstawiono mało ambitną maturę zewnętrzną. Programy nauczania wymagają mniej niż w poprzedniej dekadzie, redukowana jest liczba przedmiotów, eliminuje się profile ogólne, a komisje egzaminacyjne obniżają kryteria oceniania egzaminów maturalnych. Szkoły wcześniej renomowane straciły na znaczeniu w kontekście wyników maturalnych, bo biorąc je jako kryterium dostania się na studia nie ma znaczenia, jakie liceum kandydat skończył – a przecież przejść przez te bardziej wymagające
jest znacznie trudniej. Również nie ma znaczenia – gdy chodzi tylko o wynik – czy uczeń jest uczony przez prawdziwego mistrza czy też przez średniej jakości pedagoga.

Zamiana miejscami

Płacimy, więc wymagamy! – krzyczą rodzice a wtórują im ich dzieci. Autorytet i przewaga stojące po stronie szkoły dziś przeszły na stronę uczniów. Ich przekaz jest wyraźny – to szkoła ma się starać, by uczeń miał dobre wyniki, a nie odwrotnie. Często rodzice stoją po stronie swych dzieci i traktują nauczycieli wrogo, nie patrząc obiektywnie na sytuację. Sami są niewolnikami myślenia z epoki młodości, patrząc na szkoły przez pryzmat własnych doświadczeń (z tym że wtedy faktycznie wartość materiału była większa i zdobywanie wiedzy miało lepsze perspektywy). Chcąc pomóc swemu dziecku, podważają nieświadomie autorytet szkoły (usprawiedliwienie zaspania na lekcje kłopotami rodzinnymi jest naciągane). Nie wspominając o zapraszającym do nadużyć przepisie, by uczeń pełnoletni usprawiedliwiał swoje nieobecności samodzielnie. Uczeń może być nieobecny na połowie zajęć – dopiero jak przekroczy tę liczbę, grozi mu niedopuszczenie do promocji do następnej klasy. Nie skorzysta jednak z materiału tak, jak osoba na zajęciach obecna cały czas. Co więcej, istnieje także szansa na warunkowe przejście do klasy wyżej z oceną niedostateczną.

Uczeń 2013

konsumuje – wybiera zajęcia, które mu pasują, nie widząc pożytku w erudycji pochodzącej z wiedzy ogólnej. Robi to, co lubi, mając nierealistyczne spojrzenie na życie. jest płytki – nie zagłębia się w niuanse filozoficzne, egzystencjalizm interesuje go głównie a`propos Fejsbuka,
uczenie się czegoś, w czym nie widzi błyskawicznej korzyści, jest dla niego stratą czasu. Nie rozumie holistycznego podejścia do życia, bo się w nie nie angażuje.
jest wynikowy – interesuje go zdanie egzaminu a nie zdobycie wiedzy. Jest ofiarą systemu, który motywuje do kombinatorstwa, ale nie mądrości. Bardziej niż długotrwałą i zdyscyplinowaną praktykę ceni krótkoterminowe sztuczki; to dlatego w dzisiejszej sprzedaży bardziej niż kiedykolwiek o decyzji młodych konsumentów decyduje impuls i owczy pęd (nieuświadomione zachowania grupowe wynikające nie z samodzielnych decyzji ale z zachowań pozostałych członków grupy).
jest rozrywkowy – nie bez powodu za podstawową formę przekazu na atrakcyjnych szkoleniach uważa się dziś tzw. edutainement (edukacja i rozrywka) – ludzie obok samej edukacji chcą się dobrze bawić. Ten trend ekstremalnie widać wśród młodych ludzi – oni chcą się przede wszystkim bawić, w znacznie mniejszym stopniu uczyć.
jest roszczeniowy – do maksimum doprowadza oczekiwania w stosunku do innych, wychodząc z założenia: „Należy mi się”. Nie szanuje ani nauczycieli, którzy stracili dla niego autorytet,
ani regulaminu szkolnego.

Przyszłość

Z jednej strony żyjemy w konsumpcyjnych czasach, z drugiej Polacy są wciąż społeczeństwem na dorobku, więc sukces, indywidualizm i materializm pozostają dominującymi wartościami. Z drugiej strony, mimo tak ogromnej ewolucji w zakresie IT, komunikacji, transportu, medycyny, farmacji itd., metodologia edukacji ze swymi przestarzałymi metodami przypomina próbę podbicia kosmosu za pomocą widelca. Młode pokolenie jest zbyt wyzwolone, by dało sobie wbić informacje, że budowa pantofelka czy zakuwanie stolic dalekich krajów do czegoś im się przyda (wiadomo,
że nie przyda się do niczego). Następuje więc przedziwna równowaga, w której to nowe – technologiczne i konsumenckie pokolenie niszczy przestrzały i niespełniający dzisiejszych wymagań system edukacyjny uczący ludzi rzeczy nieprzydatnych w nieatrakcyjny sposób.

Jakie są alternatywy?

Skuteczna metodologia

Badania Edgara Dale`a pokazują, że po 2 tygodniach od poznania materiału pamiętamy:
• 10% tego co przeczytaliśmy,
• 20% tego co usłyszeliśmy,
• 30% tego co zobaczyliśmy,
• 50% tego co zobaczyliśmy i usłyszeliśmy;
to wystarczy nam do wyjaśniania wiedzy, jej stosowania, demonstrowania, opisywania i ćwiczenia. Ale jeśli chcemy umieć analizować, projektować, kreować i ewaluować, to musimy brać czynny udział w lekcji, która powinna być dialogiem między nauczycielem i uczniem (wówczas zapamiętywanie wzrasta do 70%) i odgrywać (prezentować) w praktyce zdobytą wiedzę (90%).

Zamiast zakuwania

Wprowadzić uczenie się w kontekście, zamiast dyktowania reguł – praktyczne debaty, w których uczniowie wpadają samodzielnie na wnioski, a zamiast słabych i sfrustrowanych nauczycieli –
dać pracę efektywnym pasjonatom z misją krzewienia mądrości. Atrakcyjne materiały audiowizualne i przechodzenie do e-learningu powinno stać się standardem każdej szkoły.

Kreatywność

Szkoła nie może zabijać kreatywności dziecka do niej wchodzącego zestawem reguł, które
są dla szkoły a nie dla ucznia. Sir Ken Robinson w obejrzanym przez ponad 5 milionów widzów filmie na YouTube podkreśla, że każdy z nas rodzi się artystą i ten talent nie powinien być zabijany. Wskazuje, że dzisiejsze dyplomy nie wystarczą do zdobycia pracy i że inteligencja jest o wiele większym pojęciem niż to, co pokazują szkoły. Kreatywność, talent, różnorodność myślenia i wyobraźnia nie mogą być ograniczone sztywnymi zasadami postępowania, które nie pozwalają niepowtarzalnym indywiduom się rozwijać. Sugeruje ewolucję uczenia i wprowadzanie zajęć stymulujących nie tylko intelekt, lecz również ciało, nie tylko zmysł słuchu, ale także wzroku i czucia.

Umiejętności miękkie

Pomijając kwestie jakości zdobytego dyplomu ze względu na konkurencyjność rynkową (w Polsce wg raportu OECD jest najwięcej magistrów na świecie) pracodawca coraz częściej wymaga od przyszłego pracownika tzw. umiejętności miękkich (relacyjność, komunikatywność, motywacja, samokontrola, itd.). Badania wskazują, że istnieje zależność między pewnością siebie a osiągnięciami akademickimi oraz zarobkami (Covington) czy że w amerykańskiej służbie zdrowia 87% szefów
da awans szybciej ludziom z wysokim wskaźnikiem EQ (inteligencji emocjonalnej) niż jedynie merytorycznie kompetentnym. Szkolnictwo musi nastawić się na rozwój tych umiejętności, szczególnie, że wśród kompetencji przyszłości na pierwszych miejscach pojawiają się: podejmowanie decyzji, adaptacyjność, rozwiązywanie złożonych problemów i aktywne uczenie się.
Dadzą one potrzebną przewagę na rynku pracy (wg Gazety Prawnej co 9 bezrobotny ma tytuł magistra).

Nowe wzorce

Marc Zuckerberg, podobnie jak Richard Branson, Michael Dell, Steve Jobs czy Bill Gates zrezygnowali ze studiów (lub wcale ich nie podjęli) na rzecz robienia kariery. To nie tylko tendencja amerykańska – z 400 najbogatszych osób na świecie 32% nie ma dyplomu uczelni wyższej. Powody są bardzo podobne – unikanie sztywnych, biurokratycznych struktur akademickich i chęć skupienia
się na praktyce zamiast teorii. Zważywszy, że coraz więcej specjalistów IT to domorośli młodzi ludzie, musimy inaczej spojrzeć na to czym jest autentyczny „fach w ręku”. Dyplom nie daje dzisiaj gwarancji umiejętności, tak jak wyglądało to kiedyś i młodzi ludzie o tym wiedzą. Im więcej zawodów zostanie otwartych, tym częściej będziemy mieli do czynienia z domorosłymi grafikami, informatykami, trenerami, itd.

Przykład Finlandii

Kraj znany głównie z telefonów komórkowych (Nokia) i łososi okazuje się być wzorcem skuteczności przeprowadzanych reform edukacyjnych. W Finlandii pracuje 62.000 nauczycieli w 3500 szkół. Stanowią oni jedynie 10% absolwentów kierunków edukacyjnych i są wybierani ze ścisłej elity. Szkoły są na tyle małe że większość nauczycieli doskonale zna swoich podopiecznych.
Jeśli jakaś metoda nauczania nie działa, błyskawicznie jest zmieniana na inną. Blisko 30% dzieci w ciągu pierwszych 9 lat edukacji otrzymuje jakąś formę pomocy. Uczeń nie jest statystyką i wynikiem, zwraca się dużą uwagę na ludzki aspekt edukacji – relacje, emocje, motywację.
Nie istnieją tam rywalizacja, rankingi czy porównania między szkołami. Ludzie nimi zarządzający to nauczyciele, a nie politycy czy biznesmeni. Według raportu OECD różnice między uczniami najsłabszymi i najlepszymi są najmniejsze na całym świecie. Mimo że aż 93% Finów kończy liceum i 66% kontynuuje naukę na studiach, to wydatki na studenta są o 30% niższe niż w USA. Dzieci są uczone jak się uczyć, a nie jak zdawać testy. Minimalizowana jest praca domowa, dużo nauki dzieje się poza budynkiem szkoły, unika się stresu.

Dość pantofelków!

Edukacja wymaga gruntownej reformy i zmian u podstaw. Oby rządzący zrozumieli, że inwestycja w mądre społeczeństwo jest o wiele bardziej przyszłościowa niż produkcja pustych tytułów akademickich, które w ostatecznym rozrachunku obciążają budżet państwa. Całe szczęście zmiana jest możliwa i jak pokazują przykłady innych krajów, efektywna. Dążmy do niej. A w międzyczasie, licząc pola rombu, poznając nowe jamochłony i pisząc kolejne rozprawki, uczmy się na razie w najlepszej, zawsze dostępnej nam szkole – szkole życia.

Brak opinii

Co Ci Nie Pozwala Być Sobą?

x