Walka płci się skończyła. Kobiety, przegrałyście…

Mężczyźni popełniają po rozstaniu 3-krotnie częściej samobójstwa niż kobiety. Słabiej – również ze względu na różnice hormonalne – radzą sobie ze stresem. Bez stałej partnerki częściej niż kobiety popadają w alkoholizm, popełniają przestępstwa, stają się antyspołeczni.

Badania wykazały również, że:

• Są słabiej zorganizowani i przegrywają z kobietami w zakresie przywództwa, tradycyjnie zarezerwowanego dla panów (Zenger, Folkman).
• Gorzej się odżywiają (University of Minnesota), mają słabsze systemy immunologiczne, żyją przeciętnie między 5-10 lat krócej od kobiet.
• Ich zdolności komunikacyjne są słabsze, nie potrafią robić tylu rzeczy naraz co kobiety i są mniej relacyjni.
• Gorzej znoszą rozwód i utratę pracy (Yannis Georgellis z Kingston Business School).
• Kobiety mają lepsze wyniki w testach IQ (James Flynn), bardziej dbają o czystość (ich biurka mają o 10-20% mniej bakterii) oraz są spokojniejsze w czasie rozmowy o pracę (University of Western Ontario).
• Nawet ewolucja im pomaga – atrakcyjne kobiety mają więcej córek niż synów, które z pokolenia na pokolenia stają się ładniejsze, a urodzeni chłopcy nie są pod kątem urody atrakcyjniejsi od swych ojców.
• Mężczyźni mają o 77% większą szansę na śmierć w wypadku samochodowym (Carnegie Mellon University).
• Panowie rzadziej mówią o swoich kłopotach – tylko 29% mężczyzn dzieli się z innymi swymi problemami w przeciwieństwie do 53% kobiet.
• Od 2007 roku 80% osób, które straciły pracę to mężczyźni.
• Kobiety także zdominowały edukację: szybciej kończą szkoły, studiuje ich więcej niż mężczyzn oraz częściej od panów kończą studia egzaminem.
• Panie rzadziej są bezrobotne, częściej korzystają z usług medycznych, nie spędzają tyle czasu
ile mężczyźni w pracy. Z urlopu ojcowskiego skorzysta w Polsce jedynie 1% ojców (w przeciwieństwie Szwecji, gdzie ta liczba wynosi 42%).
• Gdy mężczyzna osiągający sukcesy idzie do innej firmy jego wyniki w nowym miejscu pracy będą słabsze niż w poprzedniej; u kobiet odwrotnie.

Wniosek jest prosty – kobiety na większości pól pokonały mężczyzn.

Kopciuszkowy Sequel

Dzisiejsze panie opowiadają sobie inną historię niż ich matki. Wstań rano i zrób sobie śniadanie z organicznych płatków. Wsiądź w samochód, który sama sobie kupiłaś i pojedź do fitness klubu. W trakcie biegania na bieżni wysłuchaj audiobooka o rozwoju osobistym i opisz swój wynik na fejsie. Potem idź do pracy swoich marzeń. Wieczorem pewnie będziesz mieć ochotę na randkę, więc zadzwoń do któregoś z mężczyzn widniejących na Twojej liście możliwości.

Każdy z nich jest:
Głęboki – zajmuje się problemami kalibru minimum zbawienia kraju, z inklinacją na zmianę świata.
Altruistyczny – nie tylko jest telepatą znającym i rozumiejącym kobiece potrzeby, on dodatkowo za cel życia stawia sobie ich realizowanie.
Silny – i siatkę z zakupami przeniesie, i w czasie kłótni zachowa spokój.
Monogamiczny – rozumiejący, że trafił na kobietę swoich marzeń, na dojrzałą, głęboką, piękną, mądrą królową. I dla niej jest gotowy poświęcić wszystkie inne.
Dojrzały – jest gotowy na związek długoterminowy, prawdziwy, na resztę życia.
Akceptujący – nawet jak ona będzie miała kilkadziesiąt kilogramów nadwagi i włosy strąki, zmiany emocjonalne przypominające jazdę roller coasterem, to on i tak będzie ją – bezwarunkowo rzecz jasna – kochać.
Opiekuńczy – zajmuje się kobietą, gdy ta potrzebuje silnego ramienia, na którym może się oprzeć i wypłakać, jest czuły i empatyczny. Rozumie ją, oczywiście bez słów.
Ma wysoką pozycję – nie musi być od razu na stanowisku Prezesa, ale… Oczywiście miłość
jest najważniejsza, ale dobra pensja też musi być. I biały koń, ale pod maską najnowszego BMW.
Dobry w łóżku – kilka orgazmów gwarantowane. Jeśli nie da rady, należy go zmienić.
Zadbany – musi mieć fajne ciało, ale niezbyt umięśnione (to dziś nie jest trendy). Musi używać dobrych kosmetyków, ale nie więcej niż ona (bo inaczej jest nie tej orientacji seksualnej jakiej ona oczekuje). Musi się umieć ładnie ubierać i być elegancki, ale bez przesady (30% Polek obwinia partnerów o przesadne dbanie o wygląd).
Obsłuży dziecko, mopa i patelnię – jest świetnym ojcem, nie wstydzi się tego, wręcz z dumą posprząta mieszkanie i świetnie gotuje. Kucharz – pasjonat (ale w domu, bo w pracy lepszy Prezes).
Cierpliwy – jeśli będzie trzeba, to poczeka kilkanaście lat ze związkiem, jeśli ona będzie się akurat realizowała zawodowo.

Ta współczesna historia jest nową wersją starej jak świat bajki o Kopciuszku. Ta bajka ma być z założenia nierealistyczna, bazować na pewnych stereotypach, kończyć się pouczeniem (morałem). Gorzej, gdy bajka staje się atrakcyjniejsza od prawdziwego życia i zaczyna wyznaczać nierealistyczne standardy i cele, którym nikt nie jest w stanie sprostać – ani ona, ani on. W tej nowej bajce kobieta zasługuje na wszystko niezależnie od tego, jaka jest. W tej bajce nie musi się starać, bo przecież jest tak wyjątkowa, że jej się należy… W tej bajce robienie śniadania dla mężczyzny może być przejawem poświęcania swego życia dla rodziny (zamiast po prostu dbania o związek), a stawianie nierealistycznych poprzeczek wynika z przekonania o własnej głębi intelektualno-społecznie-emocjonalnie-duchowej-i-w-ogóle-jestem-najlepsza-na-świecie (zamiast bazowania na racjonalnym i zdrowym podejściu do swych wad i zalet).

Współczesny książę

Książę z bajki istniał zawsze jako niedościgniony model dziecięcego (a może dorosłego również?) marzenia księżniczek. Ale książę się zmienił – do zarabiania pieniędzy, dbania o bezpieczeństwo swej rodziny i racjonalnego spojrzenia dodał cechy typowo kobiece. I zrobił to w bardzo niewidoczny sposób.

Przedstawiciele „starszego” pokolenia – twardziele pokroju Arnolda Schwarzeneggera, Sylvestra Stallone czy Bruce`a Willisa – odeszli do lamusa. Również późniejsi flirciarze z uśmiechem pełnym pięknych białych zębów (Brad Pitt, Tom Cruise, Will Smith) przestali już być bożyszczem kobiecych tłumów.Powodzeniem cieszą się więc o wiele delikatniejsze twarze Zaca Efrona, Roberta Pattinsona, Justina Biebera. Nawet James Bond w jednym z ostatnich odcinków (Quantum of Solace) zakochał się do tego stopnia, że postanowił porzucić twardość na rzecz miłości do kobiety (która niedługo potem go zdradziła).

Barack Obama jest inny niż George Bush, a szefowie największych firm na świecie nie stronią od zabiegów medycznych wcześniej zarezerwowanych tylko dla kobiet. I o ile 20-latkowie urodzeni w tym pokoleniu przyjmą ten nowy kanon zachowań za obowiązujący model, o tyle mężczyźni raptem 10 lat starsi będą mieli wyzwanie: przystosuj się lub… walcz! A na tym drugim akurat znają się bardzo dobrze.

Realia

Mimo zmiany mentalności nie zmieniły się realia. Stanowiska kierownicze wciąż pozostają zdominowane przez mężczyzn (jedynie 33 firmy z 1000 największych na świecie są zarządzane przez kobiety). W Anglii kobieta dostaje o 13 pensów mniej na każdym zarobionym funcie w porównaniu do mężczyzny (w USA relacja 77 centów zarobionych przez kobietę oznacza 1$ w przypadku mężczyzn). W USA partnerami w firmach prawniczych jest 19% kobiet. Kobiety generalnie są lepiej od mężczyzn wykształcone i coraz częściej wygrywają w testach kompetencji wcześniej uważanych jedynie za męskie (wpływ, zarządzanie konfliktem, samoświadomość). W badaniach Pew Center wykazano, że pracujące matki są dominującym żywicielem w rekordowej liczbie 40% amerykańskich gospodarstw domowych. W książce Athena Doctrine John Gerzema wylicza, że z typowo męskiego zarządzania jest niezadowolone 79% Japończyków i Koreańczyków oraz 66% pracowników w Meksyku, Indonezji, Wielkiej Brytanii. Kobiety mają większy niż mężczyźni problem w byciu zarówno lubianymi, jak i uznanymi za kompetentne; im wyżej na drabinie kariery się znajdą,
tym bardziej są nielubiane.

A co na to mężczyźni?

Samantha Jones (bohaterka serii Seks w Wielkim Mieście) w jednym z odcinków mówi do mężczyzny, którego uznała za kiepskiego kochanka: Kocham cię, ale bardziej kocham siebie.
I wymienia go na nowszy model.

Im więcej takich historii, tym bardziej panowie boją się seksualnej porażki. Stres powoduje problemy z potencją. Coraz częściej po Viagrę sięgają 30 i 40-latkowie. Tematem tabu jest depresja u mężczyzn, na którą cierpi coraz więcej panów.

Jak zauważa kryminolog profesor David Wilson – niektórzy mężczyźni, nie radząc sobie ze zmianą roli kobiet na bardziej dynamiczną, odwołują się do przestępczości. Ale są też tacy, którzy dostosowują się do zmian bezboleśnie; w 1977 roku mężczyźni spędzali na obowiązkach domowych 6 godzin tygodniowo (kobiety 21). Dzisiaj ten czas wydłużył się do 13 godzin, a kobiet skrócił do 17. Czas ojców spędzany z dziećmi wzrósł z 2 godzin dziennie do 3 (a pokolenia Y do 4). 40 lat temu 72% Amerykanów było zdania, że to oni powinni łożyć na dom a kobiety zajmować się rodziną. Dziś ten odsetek spadł do 42% (przy aprobacie tego tradycyjnego modelu przez 38% kobiet). Konflikt między pracą a życiem prywatnym u kobiet w ciągu 40 lat się nie zmienił (wynosi 41%), ale wzrósł u mężczyzn z 35% do 59%. Od lat wzrasta oglądalność pornografii (70% mężczyzn i 30% kobiet korzysta z niej systematycznie), która zdecydowanie bazuje na tradycyjnym modelu męskiej dominacji i kobiecej uległości.

Mimo takiego nagłośnienia „kryzysu męskości” w przeważającej większości dzisiejsi mężczyźni wcale nie mają problemu z tym, że na polu finansowym czy zawodowym pojawiają się równie jak oni silne (jeśli nie silniejsze) kobiety. Wręcz przeciwnie, większość przyjmuje te zmiany z radością – w prawdziwym świecie mężczyźni tak samo mają ochotę na zabawę z dzieckiem, są zmęczeni, gdy pracują za dużo i odbierają świat tymi samymi zmysłami. Chodzi o coś zupełnie innego – o ludzkie (nie tylko kobiece lub tylko męskie) potrzeby bycia kochanym, potrzebnym, przydatnym.

Trzy elementy

Według psychologów trzema podstawowymi komponentami szczęścia są kompetencja, autonomia i więź. To pierwsze pozwala nam się czuć w czymś dobrym, budować oparte na konkretnych rezultatach poczucie własnej wartości, podnosić pewność siebie. To drugie jest związane z niezależnością i możliwością samodzielnego decydowania o swoim życiu. Więź dla odmiany dotyczy budowania relacji i związków z innymi. Przez setki lat mężczyźni słuchali, że jedynym sposobem na bycie użytecznym jest ochrona rodziny i dbanie o jej potrzeby.
Stawali się więc wojownikami, rycerzami, żołnierzami, pracownikami fizycznymi, biznesmenami, każdorazowo bazując na identycznym celu – zajmowania się kimś słabszym.

Ale czasy się zmieniły. Kobiety nie potrzebują wojownika, bo nie ma zagrożenia. Nie potrzebują przewodnika, bo same znajdą drogę. Nie zależą od jego pieniędzy, bo zarabiają własne. O matce wychowującej dziecko bez partnera mówi się dziś jako „samodzielnej”, a nie „samotnej”. Kobieca prasa rozpisuje się o wyższości jednych wibratorów nad innymi, a dzisiejsze panie bez cienia wstydu swych babć czy matek wyjdą na nocny podryw by ze zdobyczą wrócić do własnego mieszkania.

To prowadzi do zasadniczego pytania, jakie mężczyźni sobie zadają: do czego ja jej jestem potrzebny? A ponieważ nie znajdują odpowiedzi, zaczynają pływać łódką bez kierunku; gdzie dopłynie zależy od czynników zewnętrznych, ale nie od sternika (ten nie wie gdzie płynąć). Przestają się czuć kompetentni jako mężczyźni, nie wiedzą do czego służą i co mają robić. Pojawiają się problemy z budowaniem więzi z kobietami, bo nie ma jasno określonych wymagań (lub są nierealistyczne)
co do odgrywania określonej roli. Wszyscy ludzie mają tendencje altruistyczne i za istotne uważają pomaganie innym. Dla ogromnej liczby mężczyzn jedyną znaną formą robienia tego jest praca na rzecz swojej rodziny.

Samotne zwycięstwo

Kobiety wygrały siebie, ale przegrały mężczyzn. Od lat zwiększa się liczba singielek – wykształconych, niezależnych, samodzielnych, wracających do pustego mieszkania.

26% dorosłych Polaków żyjących w pojedynkę deklaruje obawy przed nieudanym małżeństwem (48% kobiet) lub utratą wolności (53% mężczyzn). Badania statystyczne Głównego Urzędu Statystycznego pokazują także, że 27% nowo zawartych małżeństw się rozwiedzie: w 33% przypadków ze względu na niezgodność charakterów i w 25% ze względu na zdradę i zaangażowanie uczuciowe w inny związek. Te statystyki systematycznie od wielu lat się pogarszają, mimo że 51% osób między 24 a 34 rokiem życia wierzy w miłość „na zawsze”, a 47% singli widzi siebie w małżeństwie, 14% w nieformalnym związku.

Te dane martwią rządzących, bo na singlach państwo mniej zarabia. Dochodzi do tego również spadek liczby narodzin – współczynnik dzietności kobiet w Polsce wynosi 1,3 (na 100 kobiet mogących mieć dzieci przypada ich 130). Jest to jeden z najgorszych wyników na świecie. Dodatkowo w bardzo socjobiologicznie zrozumiałym wyścigu z czasem i innymi kobietami wygrają te panie, które zajmą sobie najlepszych samców zawczasu. Jeśli najpierw jest kariera, to potem być może ta kariera będzie jedynym wyborem. Jeśli kocha, to poczeka? A może, jeśli kocha, to zna swoją wartość i nie będzie chciał być traktowany jak ładny dodatek do perfekcyjnej bajki?

Przegrywając mężczyzn, kobiety przegrywają coś więcej

Odsuwając się od tradycyjnie rozumianych fundamentów męskości – honoru, odwagi, lojalności, siły – nowoczesne matki wychowują mamisynków, którzy nie są w stanie samodzielnie funkcjonować w dorosłym, czasami również brutalnym życiu. Walka o niezależność, tak potrzebna i zrozumiała, w pewnym momencie zamieniła się w tragikomiczną przypowieść z „Seksmisji”: czy kobietom chodziło o równouprawnienie czy też wyeliminowanie ze swego życia potrzeb związanych z mężczyznami (statystyki dotyczące przemocy od lat alarmują o wzroście agresji kobiecej w stosunku do mężczyzn)?

Kobiety przegrywają, podnosząc poprzeczkę idealnego kandydata do nierealistycznych poziomów, co obraca się przeciwko nim – powstaje kobieca wersja don Kichota, który kocha nieistniejącą Dulceneę.

Podobnie jak powszechnie znane są badania, że ekspozycja perfekcyjnych ciał modelek obniża w oczach mężczyzn atrakcyjność własnych partnerek, tak samo wymaganie od mężczyzn bycia półbogami doprowadza do zaniżenia ich poczucia wartości.
A to odbije się czkawką nie tylko jemu, ale przede wszystkim jej, bo będzie miała w domu niedowartościowanego i płaczącego chłopca w ciele dorosłego mężczyzny.

Co dalej?

Może współczesna niezależność nie powinna polegać na wsadzeniu mężczyzny do garażu jako kolejnego przydatnego narzędzia, które dopełnia obraz rzekomo perfekcyjnego życia? Może niezależność nie jest udowadnianiem sobie, że się potrzeb związanych z mężczyznami nie ma, ale raczej umiejętnością ich dojrzałego i bezpiecznego współrealizowania? Może jest powód, dlaczego mężczyźni zdradzający swoje partnerki o tej nowej zawsze opowiadają poprzez identyczny pryzmat: „Ona mnie podziwia jako kochanka, słucha mnie, jak jej mówię o sobie, pyta mnie, co myślę i czuję i mówi mi, że mnie potrzebuje”. Paradoksalnie, stała partnerka może być o niebo mądrzejsza, bardziej wykształcona, nawet atrakcyjniejsza od kochanki, ale jeśli nie zrozumie, że mężczyzna do wzrostu potrzebuje podziwu, to go po prostu przegra.

Zakończę małym apelem – od psychologa i mężczyzny

Współczesna Kobieto! To wspaniałe, że stałaś się lepszym przywódcą, że zaczęłaś myśleć także o swoich potrzebach i walczysz z zaszłościami patriarchatu, który w takim samym stopniu niszczył kobiety, jak i mężczyzn. Że potrafisz być i piękna i inteligenta, zaradna i samodzielna. Ciekawa, waleczna, silna, dobrze wykształcona. Czapki z głów! W tej walce – w pełni zrozumiałej i ważnej – o własną niezależność pamiętaj jednocześnie o tym, że na pewnym poziomie kobiety i mężczyźni wcale się od siebie nie różnią. Że wszyscy potrzebują czuć się docenieni i przydatni. Że mężczyźni do wzrostu potrzebują kobiety, bo to ona jest najczęściej motorem i do wewnętrznej zmiany i do zwiększenia efektywności w pracy. Że mężczyźni, szczególnie ci z poprzedniej epoki, dopiero się uczą, co to znaczy być mężczyzną, a Justin Bieber niekoniecznie jest dla nich modelem do naśladowania.
Że trochę troglodyty jest potrzebne i wartościowe. I wtedy, gdy każde może się realizować samodzielnie, pojawia się możliwość robienia tego wspólnie. Tak rodzą się dojrzałe, partnerskie związki.

Współczesna Kobieto, pozwól mężczyźnie być mężczyzną.

1 Opinia