Motywacja to styl życia

It is a great day to start something big - motivational handwriting on a napkin with a cup of coffee

Motywacja, czyli o tym jak wyjść ze złotej klatki oraz czy życie w strefie dyskomfortu może być naszym komfortem – na te i inne pytania odpowiedzieli Mateusz Grzesiak, polski trener rozwoju osobistego i jego żona Iliana Ramirez w rozmowie z Karoliną Kryś.

Czym właściwie jest motywacja?

Mateusz: umiejętnością osiągania zaplanowanych celów na najbardziej ogólnym poziomie. Można patrzeć na to jak na podejście do życia oparte o to, żeby chciało się chcieć. Można również popatrzeć na to bardziej naukowo, psychologicznie – powiedzieć, że jest to zestaw technik emocjonalnych, behawioralnych, poznawczych, które służą do tego, żeby człowiek posiadał szeroko pojęty zapał i energię do działania. Słuszne jest także podejście bardziej filozoficzne – motywacja to jest styl życia w oparciu o swoje własne prawa i o to, w jaki sposób chce się funkcjonować.

Jak wiadomo bardzo dużo ludzi posiada osobistą strefę komfortu, w której funkcjonują na co dzień, wykonując te same, znane i dobrze opanowane czynności. Niewątpliwie jest to zamknięcie się w symbolicznej złotej klatce. I przypomina oglądanie zza prętów tej klatki niezliczonych możliwości, których nie mamy odwagi się podjąć w obawie przed koniecznością opuszczenia miejsca, które daje nam poczucie bezpieczeństwa. Jak z tym walczyć?

Mateusz: każda osoba, która zaczyna coś ćwiczyć, obojętnie czy to jest język angielski, chodzenie na siłownię, czy też umiejętność komunikacji w związku, w pewnym momencie się przyzwyczaja, ta umiejętność staje się dla niej nawykiem. Krótko mówiąc, każda osoba będzie funkcjonowała w oparciu o pewne powtarzające się wzorce, które są nieświadome. Wtedy następuje coś, co się nazywa okresem stabilizacji, ten okres oznacza, że jest się przyzwyczajanym do określonego rodzaju bodźców występujących w rzeczywistości.

Nazwałaś to złotą klatką, to niekoniecznie musi być klatka tylko kwestia pewnej cechy mózgu, który dąży do tego żeby uprościć sobie wszelkie formy działania np. Prowadzimy samochód i nie myślimy o tym jak ruszamy, jak zmieniamy biegi – to się po prostu dzieje. Niewątpliwie jest to plusem, bo można wszystko robić szybko i łatwo – to są nawyki. Minusem tego jest to, że jak mamy jakąś kwestie w życiu, która nam nie działa i popełniamy w niej błąd, to nie jesteśmy tak skuteczni jakbyśmy mogli i wtedy trafiamy do klatki. Tylko dlatego, że nie wiemy o tym, że popełniliśmy błąd. Z drugiej strony jesteśmy już tak przyzwyczajeni do określonej formy robienia czegoś, że niekoniecznie wtedy mamy ochotę to zmienić, oczywiście wiemy jak to zrobić, ale się boimy. Więc nie demonizowałbym stwierdzeniem złotej klatki sposobu działania mózgu.

Powiedziałbym, że każdy nawyk zmierza do tego, żeby być ustabilizowanym, bo wtedy jest nam wygodnie.

W mojej profesji często się mówi o byciu w boxie, mamy takie kolokwialne powiedzenie, czyli wyjść z boxa (ang. out of the box), to znaczy zmienić sposób myślenia, myśleć poza swoim utartym zestawem schematów poznawczych.

Czy to nie jest trochę tak, że problem leży dużo głębiej? Mam na myśli chęć kontrolowania wszystkiego, która sprawia, że próbujemy być rozsądni ponad miarę w każdej możliwej sytuacji, nie potrafiąc uwierzyć w pozytywny obrót zdarzeń w naszym życiu.

Mateusz: po pierwsze, w niektórych przypadkach jest to bardzo możliwe, po drugie jest to pewnego rodzaju cecha. Niektórzy chcą być perfekcjonistami, więc dążą do tego żeby wszystko kontrolować. Inni wręcz przeciwnie podchodzą do życia bardzo spontanicznie. Przykładem w skali makro byłoby to, że Polacy jako nacja zrozumieli, że od strony przedsiębiorczości potrzebne jest kontrolowanie, planowanie i podchodzą do tego bardzo racjonalnie. Od strony związku ciągle mamy model romantyczny sprzed dwustu lat, ludzie myślą: „miłość przychodzi, miłość odchodzi, jakoś to będzie, zobaczymy jak wyjdzie” czyt. „jesteśmy spontaniczni, nie mamy nad tym żadnej kontroli”, a ilość rozwodów niebotycznie wzrasta. Ludzie nie wiedzą jak sobie radzić z najbardziej fundamentalnymi i czasami banalnymi do obróbki od strony psychologicznej kłótniami, bo najzwyczajniej myślą tylko w kategoriach spontanicznych. Jeżeli już mielibyśmy nazwać coś w kategoriach polskiego problemu patrzenia na świat to spojrzałbym na to od strony takiej, że ludzie nie wiedzą jak mają się motywować. Nie wiedzą, jakie pytania mają sobie zadawać i nie wiedzą, że motywacji się nie ma, tylko się ją robi. Oczywiście w odpowiedni sposób z pomocą określonego sposobu myślenia. Motywacja istnieje na różnych poziomach, poza oczywistymi kwestiami motywacyjno – fizjologicznymi typu spanie, picie, jedzenie, do których generalnie nie musimy się motywować, wchodzimy na poziom motywacji, gdzie nasz umysł będzie odgrywał pierwsze skrzypce.

Pierwszy poziom to motywacja do rozwiązywania problemów – muszę zadać sobie pytanie: jakie trzy główne problemy rozwiążą cel, który chcę osiągnąć.

Drugi poziom – kim ten cel pozwoli mi się stać i co pozwoli mi osiągnąć, czyli mieć i być – to jest poziom ambicji.

Następnym poziomem jest poziom uczuć – w jaki sposób będę mógł być bardziej spontaniczny, kochający, entuzjastyczny, spokojny w chwili, gdy osiągnę ten cel. A co za tym idzie, w jaki sposób się zmotywuje na tym poziomie.

Później jest poziom altruizmu – w jaki sposób to, co ja robię pomoże innym, który jest tuż za poziomem samorealizacji – czyli pozwoli być bardziej sobą, dlatego, że każdy cel, który osiągamy kształtuje nas jako osoby.

Poziom wizji pt. jak to, co osiągnę zmieni świat, czy to w skali mikro – „Polska albo moja lokalna społeczność”, a później w kategoriach dużych. I wtedy nie musimy myśleć o tym, że jest jakiś problem dogłębnie go analizując, tylko zdać sobie sprawę z tego, że większość ludzkich problemów wynika z ignorancji. Za tym idzie oczywiście brak wiedzy, często fundamentalnej wiedzy, która jest oczywistą oczywistością w moim zawodzie, a która nie jest jeszcze niestety mainstreamowa, czyli nie jest upowszechniona. Czasami zamiast uczyć się, jaka jest stolica Madagaskaru, warto byłoby się nauczyć inteligencji emocjonalnej, wtedy wiedzielibyśmy, w jaki sposób to funkcjonuje. Natomiast powodem tego, co przedstawiłaś od strony metafory złotej klatki, przez co ludzie się nie motywują pozostając w strefie komfortu, jest to, że dążą do perfekcjonizmu. Oczywiście jest to jedna z możliwości, których jest bez liku.

Dosyć charakterystyczne jest to u młodych ludzi, którzy narzekają i uciekają w marzenia o tym, co chcieliby osiągnąć. Z kolei słomiany zapał sprawia, że zatrzymują się w tej sferze i nie ruszają dalej.

Mateusz: oczywiście jest to charakterystyczne dla młodego pokolenia. Żyjąc w szybszych czasach, o wiele szybszej gratyfikacji nie są przyzwyczajeni do długoterminowej pracy. I ze względu na otoczenie, przede wszystkim internetowe, gdzie wiedza się podwaja co pięć miesięcy, chcą zdecydowanie szybszych wyników, których nie można w niektórych przypadkach uzyskać. Przykładowo, jak zacznę biegać żeby schudnąć, to przez tydzień nie zauważę prawdopodobnie żadnych zmian. Trzeba odsunąć gratyfikację na później, nie wspominając o byciu milionerem, bo nie zarobi się w jeden miesiąc takich pieniędzy. Z drugiej strony wtedy to już nie dotyczy perfekcjonizmu, tylko braku umiejętności kontynuowania organicznego procesu działania np. Osiągnąwszy ten pierwszy spekulacyjny jak słusznie zauważyłaś emocjonalny poziom, oni nie kontynuują go, ponieważ tylko i wyłącznie motywowali się emocjami. I teraz wracają do tego, o czym ja mówiłem wcześniej – gdyby zadali sobie pytania, co dzięki temu osiągnę, kim ja się dzięki temu stanę, jak bardziej będę kochał i będę sobą, to wtedy mieliby system motywacyjny, ale go nie mają, bo nie posiadają takiej wiedzy.

Zatem trzeba uważać i nie ulegać tym emocjom oraz euforii…

Jedno i drugie. Bo bez emocji nie jesteśmy w stanie mieć zapalnika do tego, żeby te działania podjąć. Badania pokazują, że kiedy ludzie robią zakupy bez emocji, to później nie cieszą się z tego, co kupili. Dlatego potrzebujemy emocji, jednocześnie pamiętając, że są one krótkoterminowe i zależne od zewnętrznego bodźca.
Zatem należy to robić emocjonalnie i racjonalnie, a prawdę mówiąc, elementem procesu myślenia jest również czucie. To jest trochę tak jakby oddzielić umysł od ciała, jedyną formą byłaby siekiera – a tego nie jesteśmy w stanie zrobić. Tak samo, jak nie da się oddzielić emocji od umysłu logicznego, a więc potrzebujemy umieć się motywować emocjonalnie i racjonalnie po to, żeby jedno i drugie nam współdziałało. Emocja pochodzi od słowa ruch, a żeby był ruch, to musi być emocja. Natomiast żeby wprowadzić swoje ciało w działanie trzeba coś czuć, mieć jakieś myśli, a żeby je mieć należy odpowiedzieć sobie na pytania, które wcześniej podyktowałem.

A czy istnieją sposoby na to, aby nie wpaść w taką pułapkę, o której mówimy?

Mateusz: systematycznie bodźcować się nowymi wyzwaniami, zdawać sobie sprawę, że człowiek nie uczy się robić czegoś, ciągle powtarzając to samo, tylko musi zmieniać sobie poziom trudności i okoliczności, w jakich funkcjonuje.

Trzeba sobie utrudniać krótko mówiąc, stawiać większe cele, wyższe poprzeczki, trudniejsze zadania do osiągnięcia. Trzeba systematycznie korzystać z różnych nowych bodźców, jeździć w nowe miejsca, poznawać nowych ludzi, chodzić do nowych restauracji, uczyć się nowych języków po to, żeby permanentnie bodźcować się innymi rzeczami. Inaczej zgnuśniejmy, żyjąc ciągle tym samym co nie oznacza, że to jest złe.

Może oznaczać także kwestie, że ktoś chce być absolutnie ekspertem w jednej konkretnej dziedzinie i poza swoje przykładowe laboratorium nie wyściubi kawałka nosa. Natomiast jeżeli nie chcemy się do czegoś przyzwyczajać, to ciągle musimy się stymulować. Kiedyś Einstein powiedział, że chęć osiągnięcia czegoś nowego robiąc to samo, jest przykładem schizofrenii.

A co jeśli chodzi o was i wasz związek, czy zdarza się, że wy również wpadacie do tej klatki?

Iliana: myślę, że na razie nie jest to możliwe ze względu na to, że zawsze chcemy coś zmienić. Na przykład, kiedy mamy więcej czasu to podróżujemy – najlepiej do nowych krajów i poznajemy innych ludzi. Ponadto prowadzimy systematycznie rozmowy, każdego dnia po minimum 15-20 min o tym, co chcemy robić i jakie mamy plany na przyszłość. Zawsze podczas takiej rozmowy skupiamy się na tym, jak to można zrobić od strony praktycznej.

Z Mateuszem nie da się siedzieć i nic nie robić, ciągle coś zmieniamy i motywujemy się do tego, jak być lepszym. Pamiętam sytuację kiedy Mateusz był chory i miał hipertrofie (migotanie przedsionków i nadciśnienie) usłyszał wtedy od lekarza, że musi brać już do końca życia leki, ponieważ nie da się tego wyleczyć. Jednak my wiedzieliśmy, że da się to zrobić, ale tylko wtedy kiedy zmienimy całe nasze życie, czyli jedzenie, uprawianie sportu itd. Musieliśmy zrobić to całą rodziną w przeciwnym razie nie miałoby to sensu.

Również, wtedy kiedy zaczęłam mieszkać w Polsce i musiałam nauczyć się języka to rozmawialiśmy ciągle po polsku, dzięki czemu nie musiałam brać żadnych lekcji. A to wszystko dzięki wzajemnemu motywowaniu się do działania.

Mateusz: ciągle jeździmy, non stop się uczymy, robimy nowe rzeczy. Zarówno ja w mojej pracy, jak i Iliana zajmujemy się dobrymi kwestiami będąc wykładowcami. Non stop mamy nowych klientów, udzielamy nowych wywiadów, więc te rzeczy najzwyczajniej w świecie sprawiają, że my ciągle się stymulujemy. Można powiedzieć, że życie w strefie dyskomfortu jest naszym komfortem.

unnamed1

Ludzie często popadają w rutynę zarówno w życiu zawodowym, jak i związkach, ale wy sobie świetnie z tym radzicie.

Mateusz: bo nic w nich nie robią. Polacy nauczyli się, że firmę trzeba prowadzić, kontrolować, organizować, ale nie robią nic ze swoimi rodzinami i małżeństwem.

Mnie osobiście zależy na tym, aby Iliana była inteligentniejsza ode mnie, bo to oznacza, że będę miał mniej problemów. Więc ja mam w drugą stronę ona zresztą też.

Pomiędzy Polską, a Pani ojczystym krajem jest dużo różnic, przede wszystkim kulturowych. Czy można pomiędzy tymi dwoma państwami zauważyć różnice w motywowaniu się i chęci realizowania swoich celów, czy też marzeń?

Iliana: ależ oczywiście, niedawno były przeprowadzone badania na temat tego jaki język jest najbardziej pozytywny. Okazuje się, że hiszpański plasuje się na bardzo wysokim poziomie, co jest niewątpliwie ważne jeśli chodzi o motywowanie się. W Meksyku jest tak, że kiedy mamy jakiś cel o którym rozmawiamy z rodziną czy też znajomymi to zawsze, możemy liczyć na to, że będą nas wspierać i motywować do działania. Nie ma znaczenia co to będzie, oni zawsze będą próbowali znaleźć pozytywne strony tego co chcemy osiągnąć. Nawet jeśli zrobisz jakiś błąd to mówią: jesteś inteligentna, nie martw się, będzie dobrze.

Czyli każdą sytuację życiową czy też niepowodzenie potrafią przekuć w coś pozytywnego…

Mateusz: w Meksyku nie istnieje coś takiego jak „hejt”.

Iliana: w dodatku charakterystyczne w Meksyku jest to, że ludzie nie potrafią powiedzieć „nie’’ – i to jest prawda. Przytoczę przykład, jeśli ktoś zaprosi cię na obiad do siebie i ty wiesz, że nie możesz to zawsze mówisz „dobra, będę robić wszystko, żeby się pojawić”.

Nigdy za to nie mówią już na początku, że nie przyjdą, nawet jeśli wiedzą, że nie będzie to możliwe. I tak to działa w tej kulturze. Podobnie jest, jeśli chodzi o słowo „dziękuje”, wypowiadamy je bardzo często nawet w tak prozaicznych sytuacjach, jak wtedy, gdy na pasach zatrzymuje się samochód po to, żebyśmy mogli przejść przez jezdnię – tutaj tego nie ma.

W Polsce, kiedy ktoś mówi o swoich planach, to ludzie bardzo często kładą większy nacisk na stronę negatywną, a nie pozytywną, co zdecydowanie nie motywuje do działania, a wręcz przeciwnie.

Czyli możemy się tylko od nich uczyć…

Mateusz: w kontekście życzliwości tak. Jesteśmy narzekaczami, pesymistami i widzimy świat dużo gorzej niż inni nas widzą. Są nawet ciekawe rozmowy prowadzone przez polskich dziennikarzy z angielskimi biznesmenami, a nawet urzędnikami unijnymi, którzy opowiadają o tym, jak piękne wyniki gospodarcze mamy. My zaś w to nie wierzymy i zawsze porównujemy się do Zachodu myśląc, że mamy gorzej – co nie jest prawdą. Także od tej strony z pewnością możemy wiele się nauczyć. Tak samo oni mogą się dużo nauczyć od nas, Polacy są zdecydowanie lepiej zorganizowani. Natomiast Meksykanie i ogólnie latynosi nie wiedzą co to znaczy przyjść na czas, my zaś mamy wyrzuty sumienia, kiedy jesteśmy niepunktualni. Mogą również nauczyć się załatwiania spraw i bycia efektywnym. W Polsce, jeżeli coś nie działa, to się naprawia, a w Meksyku jak nie działa to nie działa. Także jedna i druga kultura może korzystać.

Taka też była nasza idea, staramy się żyć w świecie obywatela świata. My nie wierzymy, że wystarczy być Polakiem czy też Meksykaninem. Nasza córka, która ma teraz cztery i pół roku w tej chwili mów trzema językami i mówienie o niej, że jest tylko Polką, czy Meksykanką byłoby nieoparte na faktach.

Iliana: w Meksyku, kiedy ktoś osiąga sukces albo kiedy coś nam się udaje, to bliscy chcą z nami świętować i cieszyć się naszym szczęściem. W Polsce jest odwrotnie większość robi się zazdrosna i nad tym też warto byłoby popracować.

Wywiad został opublikowany na portalu: www.chcemybycrodzicami.pl.

logo

 

 

 

 

2 Opinii
x

Zobacz najnowsze wideo dotyczące poznawania nowych osób

-