7 wniosków płynących z art. „16 powodów, dla których powinniśmy stanowczo zabronić uchodźcom osiedlenia się w Polsce”

1ad13d59ac7ae50629238c56fa0a7efa,640,0,0,0

Artykuł, który wczoraj rano umieściłem na swoim profilu i blogu został w ciągu 24 godzin wyświetlony ponad 1.200.000 razy. Polubiono go w sumie ponad 10.000 razy, był ponad 2000 razy udostępniony. Był pierwszą częścią dwustopniowego procesu. Oto kolejna.

1. Ten artykuł był ironiczny

Od samego początku zamysłem artykułu była ironia – sposób wypowiedzi, oparty na celowej niezgodności dwóch poziomów wypowiedzi: dosłownego i ukrytego, np. zdanie: „Polacy komunikują się w pozytywny sposób, a te historie o najgorszym na świecie hejcie głoszą jacyś niedorozwinięci debile” jest przykładem takiego podwójnego dna, w którym z jednej strony piszę o pozytywnej komunikacji Polaków i jednocześnie o tym, że nazywają innych debilami, zaprzeczając więc samemu sobie.

W jakim celu zostało to zrobione?

Po pierwsze po to, by pokazać, że większość ludzi nie rozumie problemu uchodźców, bo nie rozumie przekazów płynących z mediów. Nie umie oddzielić faktów od opinii, ironii od powagi, manipulacji ekstremistów od głosu rozsądku. Jest na to potwierdzenie w badaniach: 42% Polaków nie rozumie niemal nic z tego, co czyta, a 35% rozumie niewiele. Tabloidyzacja umysłów łatwostrawną emocjonalną papką, fakt, iż 60% Polaków nie przeczytało w zeszłym roku ani jednej książki, a 10 milionów nie ma ani jednej w domu, doprowadziła do ogromnego zaniżenia intelektualnych lotów. To społeczeństwo jest na innym poziomie, niż było kilkanaście lat temu, a dzisiejszy magister nie może równać się z tym sprzed kilkunastu lat, bo to inna liga.

Okazało się, że tej ironii nie zauważyło wiele osób. A jeśli ktoś nie rozumie tego, co czyta, a mimo to się na ten temat wypowiada, to w jaki sposób może zająć stanowisko w tak ważnej sprawie?

Po drugie, będąc ekstremalnym, sam stałbym się stronniczy – wszak problem pojawia się wtedy, gdy myśli się „ja” zamiast „my”. Skorzystałem więc z przewrotnego zabiegu – opowiedziałem się w treści przeciw uchodźcom, ale argumenty, z których korzystałem zaprzeczały same sobie. Efekt? Niektórzy zwolennicy przyjęcia uchodźców nie mogli się ze mną zgodzić, bo sądzili, że jestem przeciw nim. Część zwolenników niewpuszczania uchodźców też nie mogła się ze mną zgodzić, bo wyczuwali oni ironię. Dzięki temu obie strony zostały zmotywowane do dyskusji, co zmusiło wszystkich do zajęcia stanowiska. To kluczowe, bo w tej sprawie nie ma czarno-białych rozwiązań i jedynie wysłuchanie dwóch stron doprowadzi do adekwatnych rezultatów.

Konflikt, który istnieje w tej chwili w Polsce w sprawie uchodźców wynika właśnie z braku wypracowania wspólnego stanowiska i wzajemnych oskarżeń.

Teksty prowokacyjne ze swej natury docierają do większej ilości ludzi, budzą większe emocje, odsłaniają mechanizmy widoczne w reakcjach czytelników. Dzięki temu z jednej strony dają wgląd w matrycę ludzkich zachowań, które zwykle są nieuświadomione, po drugie zaś angażują ludzkie emocje, które powodują, że określone zagadnienie jest zapamiętywane. Prowokacja dla psychologa to jedynie narzędzie, które wykorzystuje w określonym celu. Nigdy nie jest prowokacją dla samej prowokacji.

2. Ten artykuł miał pokazać, że ISIS jest o wiele bliżej, niż myślimy – w nas samych

I to się udało.

Zacznijmy od pierwszej prowokacji. Zostałem w tekstach obrażony czy wyzwany kilkaset razy. Okazałem się być „debilem”, „opłacanym przez telewizję i UE”, „prymitywnym manipulantem”, ludzie za mną podążający to „barany i owce”, stwierdzono, że należy mnie „zamknąć w obozie uchodźców i wysterylizować”, nazwano mnie „wytworem neoliberalnego kapitalizmu w wyglancowanych pantofelkach”, mam też rzekomo „zjebany łeb”, jestem „wypizdrzonym palantem”, a nawet okazało się, że „przeszedłem na islam”. Odkryto me niecne zamiary chęci „kołczowania Arabów”, a to dlatego że „kasa mi się skończyła”, a także zaproponowano „wyjazd z kraju” i „przyjęcie 2 tysięcy terrorystów do siebie” i straszono, że Arabowie przyjdą po moje kobiety i je zgwałcą, a niektórzy mi tego życzyli.

Z jednej strony więc uważamy, że ISIS jest ekstremalne i prymitywne, brzydzimy się tym, jak traktują kobiety i że dekapitują gejów, a gdy jesteśmy postawieni przed murem poglądów innym niż nasze własne, to zachowujemy się dokładnie tak samo, jak oni w kalifacie. Potrafimy w komentarzach na Facebooku chcieć „zajebać pedałów”, a osobę, której nie znamy i jej intencji nie rozumiemy, „chcieć wysterylizować”, czyli zrobić dokładnie to samo, co ekstremiści, których tak się boimy.

Celem prowokacji było pokazanie, że nie trzeba czekać na radykalne poglądy ekstremistów. Oni już tu są. Nazywają się Kowalski i Nowak, są Polakami z krwi i kości i żyją między nami. I gdyby nie było praw, które nie pozwalają im ścinać głów innych (bić, ranić, zabijać), pytanie ilu z nich „zajebałoby”, „wysłało na Księżyc” tych, którzy się z nimi nie zgadzają? Kiedyś zapytano grupę mężczyzn o to czy zdradziliby partnerki, gdyby te nigdy się nie dowiedziały. Ponad 70% powiedziało, że tak.

I tak, jakaś część z nas jest przerażająco ekstremalna i nie różni się poglądami od tych, których się tak boi. A dlaczego? Bo widzi w nich samych siebie. W psychologii nazywa się to projekcją.

3. Ten artykuł miał pokazać, że bazujemy na stereotypach i zniekształconych generalizacjach

Drugą prowokacją była chęć wywołania do tablicy stereotypowych poglądów. W komentarzach dotyczących muzułmanów pojawiły się takie wyrażenia, jak: „kozojebcy”, „dewianci”, „dziadostwo”, „żebraki i złodzieje”, którzy „mają po kilka nałożnic i co 9 miesięcy się podwajają i tak w nieskończoność”, „skurwiele”.

Muzułmanów jest na świecie ponad miliard, stanowią więc 15% populacji świata. Co Polacy wiedzą o nich naprawdę? Jeden z komentujących napisał: „Muzułmanie to naród bardzo stroniący od pracy i rozwoju” – ten człowiek nie ma elementarnej wiedzy i nie odróżnia wyznania od narodu. Takich jest znacznie więcej – nie wiedzą, że nie wszyscy muzułmanie są Arabami (np. Malezyjczycy), że poligamia spotykana jest u nich bardzo sporadycznie, że ilość ekstremistów wśród wszystkich razem jest znikoma.

Nie boimy się muzułmanów, ale ekstremistów i dopóki nie nauczymy się odróżniać dewiantów od normalnych ludzi, będziemy nakładać łatki i na podstawie takich zniekształceń oceniać. W psychologii komunikacji nazywa się to zniekształceniem poznawczym i generalizacją.

Co więc wykazały komentarze? Polacy nie mają elementarnej wiedzy dotyczącej muzułmanów. Co należałoby z tym zrobić? Edukacja, edukacja i jeszcze raz edukacja – oni nas o sobie, a my ich o nas. Boimy się tego, czego nie znamy, a ze względu na wcześniejszy ustrój, komunizm skutecznie wyrugował międzynarodowość polską, z której słynęliśmy jeszcze przed wojną.

4. Ten artykuł miał zmotywować do racjonalnej dyskusji

Między oczywistymi głosami oburzenia i hejtu, pojawiły się też głosy rozsądku. Kilkanaście komentarzy opierało się o zdroworozsądkowe podejście i słusznie zauważało kilka ważnych faktów, czyli:
– Polacy potrafią żyć za pan brat z muzułmanami (Podlasie)
– Europa Zachodnia ma problem z nieasymilującymi się muzułmanami (np. Szwecja)
– Europa Zachodnia w niektórych kontekstach odniosła fiasko swoją polityką imigracyjną (getta we Francji)
– uchodźców należy zintegrować poprzez edukację języka i naukę zawodu
– niektórzy uchodźcy wykorzystują szczodry socjal rządów europejskich na swoją korzyść
– ta fala uchodźców nie jest ostatnią i będą kolejne
– za problem na Bliskim Wschodzie w dużej mierze odpowiedzialne są światowe mocarstwa
– nie mamy dalekosiężnej strategii jak sobie z tym problemem poradzić
– podejście mężczyzn z tamtych rejonów do kobiet jest w tej kulturze nieakceptowalne lub niezgodne z prawem

Każdy z tych argumentów powinien być brany pod uwagę jeśli jest racjonalny, oparty na faktach i przedstawiony w celu znalezienia konstruktywnego rozwiązania. Wówczas zbiera się je wszystkie razem, sadza przy jednym stole przeciwników i zwolenników i szuka najlepszych możliwości. To jest mądre, zgodne, ma przyszłość i nie umniejsza nikomu.

Kwestia uchodźców jest złożona i wymaga działań na wielu poziomach. Potrzebujemy przeciwników i zwolenników współpracujących ze sobą. Tych głosów rozsądku było jednak bardzo mało. Dlaczego? Bo większość ludzi nie rozumie problemu uchodźców, kieruje się emocjonalnością, a nie zdrowym rozsądkiem, nie ma własnego zdania. Propozycje: „Weź wszystkich pod swój dach” albo pokazywanie zdjęć osób ścinających głowę jako argumentu o tym, „jak źli są ci ludzie” są nieracjonalne.

I jak to tradycyjnie już w kontrowersyjnych tematach bywa, tworzą się dwa obozy. Czyż nie przypomina to starej, jak świat, dysputy między PIS-em a PO? Katotalibami i lemingami? Czyż nie jest to kolejny przejaw wojny polsko-polskiej, czyli naszej narodowej cechy, w której nie umiemy ze sobą rozmawiać, stawiać wyżej „my” niż „ja” i „ty”? Przekonania, że „jeśli się ze mną nie zgadzasz, to się mylisz”? Spośród tej nienawistnej chmury lęku przed nieznanym należy wyłonić te głosy rozsądku i na nich budować rozwiązania. Być za, być przeciw, być w polskich realiach, być w europejskich i światowych realiach, korzystać z dobrych i złych doświadczeń Europy Zachodniej.

5. Jesteśmy hipokrytami

Bierzemy ogromną ilość pieniędzy z Unii Europejskiej, ale nie chcemy partycypować w kosztach. Nazywamy muzułmanów „kozojebcami”, ale tureckiego kebaba u Ahmeda chętnie zjemy. Boimy się gwałcenia przez nich naszych kobiet, ale do Egiptu na wakacje pojedziemy z całą rodziną. Uważamy, że są ekstremistami, ale potrafimy tworzyć profile o popełniającym samobójstwo chłopcu z komentarzami „dobrze, że zdechł”.

Twierdzimy, że to złodzieje, a według Euler Hermes 80% polskich pracowników okrada firmy, dla których pracuje. Obawiamy się multi-kulti, ale mamy w domu japoński telewizor, w garażu niemiecki samochód, w szafce chińską herbatę, a w kieszeni amerykański telefon. Jeździmy masowo do pracy zagranicę w setkach tysięcy, a nie chcemy tutaj kilku tysięcy. W ciągu ostatnich 200 lat byliśmy uchodźcami w bardzo wielu miejscach na świecie, a dziś o tym nie chcemy pamiętać.

Jesteśmy hipokrytami.

6. Nie rozumiemy, że multi-kulti jest nieuchronne

Świat przyszłości nie będzie znał granic ani narodów, bo się w pełni zjednoczy. Pokolenia polskich dzieci urodzonych w UK to bardziej Brylacy (British + Polak) niż Polacy, w niektórych miastach mieszka więcej obcokrajowców niż Anglików, a Latynosi z amerykańskim podejściem do życia zdominowali południe Stanów Zjednoczonych. Ta synergia związana jest ze wzrostem poziomu świadomości ludzi na świecie, Internetem nieznającym granic, łatwością podróżowania, coraz szerzej otwieranymi granicami, wzrastającą anglicyzacją języków narodowych.

Proces powstawania Obywatela Świata jest nie do uniknięcia. I jest potrzebny – Polakom również. Dopóki nie zobaczymy i nie nauczymy się latynoskiej życzliwości, niemieckiej precyzyjności, angielskiego dżentelmeństwa, amerykańskiego optymizmu, to nasze cienie narodowe – zawiść, lęk przed nieznanym, nieufność, kombinatorstwo, hejting, będą dalej sterowały naszym życiem.

7. Potrzeba znalezienia rozwiązania

Przeciwnicy i zwolennicy określonych rozwiązań w sprawie uchodźców tracą energię na udowadnianie swych racji nie widząc, że problem nie leży już w dylemacie: wpuścić uchodźców do Europy czy nie wpuścić, bo to się już dzieje. Emigranci czy uchodźcy będą próbować dostać się do Europy przysłowiowymi drzwiami i oknami. Zawsze znajdą sposób na to, by się do niej dostać, bo tam albo ktoś ich zabija, albo nie mają warunków ekonomicznych do życia. Więc Europa multi-kulti to nie jest dylemat przyszłości, ale fakt. Ten proces się już dokonuje i żadne siłowe rozwiązanie go długoterminowo nie powstrzyma. Należy przenieść ciężar kreatywności na to, co zrobić wobec tego zjawiska. Jak się zachować, jak wzajemnie się edukować.

– pokazać Polakom zalety związanego z ich przybywaniem do kraju (np. ekonomiczne)
– edukować Polaków w sposób, który zindywidualizuje emigranta/uchodźcę, pokaże go jako sąsiada i zniweluje niesłuszne stereotypy, traktujące ich wszystkich jako potencjalnych terrorystów
– edukować emigrantów, by stali się europejskimi obywatelami akceptującymi zasady życia w tym jakże specyficznym społeczeństwie
– poszukać metod, które sprawią, że obcokrajowcy będą chcieli tu zostać i pracować, wychowywać dzieci, a nie wyjadą za dwa lata do Niemiec
– wyciągnąć wnioski z wszystkich katastrofalnych błędów, które zrobiono wcześniej, np. we Francji – gdzie stworzyły się getta stale wykluczonych emigrantów, w których to enklawach np. bezrobocie stało się dziedziczne

Fakt skakania sobie do gardeł przeciwników i zwolenników to ekstremalne zachowania poniżające możliwości dyskursu cywilizowanych Europejczyków. Wewnętrzne walki doprowadzą do tego, że kiedy się już pojawią emigranci/uchodźcy, to jako nacja będziemy na nich kompletnie nieprzygotowani, co spowoduje że popełnimy wszystkie te same błędy, które już w Europie popełniono.

3 Opinii
x

Zobacz najnowsze wideo dotyczące poznawania nowych osób

-